Aktywność dla każdego? Plusy i minusy tropienia użytkowego

Jako osoba prowadząca treningi z tropienia użytkowego, zachęcam do tej aktywności wszystkich i każdego z osobna. Zawsze staram się jednak zdjąć z tropienia lukrową polewę i przedstawić zarówno jego blaski, jak i cienie. Bo, nie oszukujmy się, nie ma rzeczy idealnych i nawet tropienie użytkowe może pociągać za sobą mało pożądane konsekwencje.

Postanowiłam podzielić się z Wami tymi plusami i minusami – wszystko w jednym miejscu, na wyciągnięcie ręki. Zacznijmy od tej lepszej strony.

Plusy tropienia użytkowego

Większość z Was myśli pewnie, że jest ich dużo więcej niż minusów. A tu proszę… Przekonajcie się sami!

1# Tropienie użytkowe to aktywność skrajnie odpowiadająca psim potrzebom gatunkowym

Mam na myśli to, że podczas tropienia pies korzysta z tego, co natura mu dała i w żaden sposób nie jest to narzucane przez człowieka – my tylko układamy ślady tak, by pies nabierał coraz więcej doświadczenia. Sama aktywność jest jednym z elementów łańcucha łowieckiego, na który składa się ciąg zachowań popędowych, a więc dziejących się niejako automatycznie po ekspozycji na bodziec. Mówiąc wprost: jak pojawia się zapach zaliczany do grupy zapachów ofiary lub gatunku konkurującego (choć w zasadzie pewnie nie tylko) – zaczyna się tropienie. Każdy pies tropi. I wiele, jeśli tropić nie może, w jakimś stopniu przypłaca to zdrowiem psychicznym. Pies nie mający możliwości realizowania swoich potrzeb gatunkowych to pies frustrujący się, reaktywny, czasem też taki określany mianem agresywnego.

2# Tropienie użytkowe buduje pewność siebie psa

A więc pomaga zwłaszcza tym lękowym oraz reaktywnym lub agresywnym w wyniku lękliwości. Podczas tropienia w organizmie psa wydziela się dopamina – neuroprzekaźnik, który odpowiada za motywację i ogólnie chcenie. Pies w takim stanie chcenia otwiera się na środowisko. Taka otwartość i nieustępliwość w dążeniu jest jak najbardziej sensowna, biorąc pod uwagę znaczenie tropienia dla psa w przeszłości. Przodek psa musiał upolować, aby zjeść (a zjeść, aby przeżyć, oczywiście). Im chętniej przodek psa podążał zatem za zapachem (i im lepiej mu to szło, co wiązało się z doświadczeniem), tym większe było prawdopodobieństwo jego przeżycia. Dziś oczywiście nasze psy żyjące z nami w domach nie muszą tropić, aby przeżyć, ale mechanizm pozostał ten sam.

Samo tropienie użytkowe to eksploracja w czystej formie okraszona przyjemnymi doświadczeniami (ach ten pasztet na końcu śladu). I tak oto pies buduje pewność siebie – poprzez stopniową ekspozycję w tempie psa na środowisko (bo do tropienia nie zmusisz), pozytywne wzmocnienie na końcu śladu, ale i w trakcie (samo węszenie jest dla psa frajdą) oraz małe sukcesy.

3# Tropienie użytkowe rozwija samodzielność u psa

Jako jedna z niewielu aktywności uprawianych przez nas z psami, tropienie użytkowe wymaga od nas dużej dozy zaufania do naszego psa. Dlaczego? Ponieważ na tropieniu to pies WIE. To on ma TEN nos i czuje zapach. Tak więc jemu właśnie oddajemy pałeczkę w pracy, a sami pełnimy rolę co najwyżej pomocnika, choć najczęściej ogranicza się ona do nieprzeszkadzania… Pies tropiąc sam podejmuje decyzje. Wpatrywanie się w swojego przewodnika i oczekiwanie na wskazówkę nie przynosi wiele korzyści, zwłaszcza w sytuacji, gdy przewodnik nie ma zielonego pojęcia jak szedł pozorant…

4# Tropienie użytkowe to warty uwagi element terapii psów lękowych

Po pierwsze, patrz wyżej.

Po drugie, plus ten dotyczy lękliwości w stosunku do ludzi, ponieważ na treningach tropienia użytkowego ludzi właśnie szukamy. W wyniku tropienia człowieka sam człowiek kojarzy się psu z przyjemnością, którą dodatkowo wzmacniamy, ponieważ na końcu zazwyczaj pozorant ofiarowuje psu super nagrodę za wykonaną robotę.

Podczas tropienia psu może się pozytywnie warunkować także środowisko w jakim tropi oraz bodźce, które mają miejsce podczas tropienia. Oto moc dopaminy i samonagradzających zachowań popędowych 🙂

5# Tropienie użytkowe to lek na reaktywność

O ile ta wynika z lęku bądź niezaspokojenia potrzeb gatunkowych. Samo tropienie wymaga od psa koncentracji i umiejętności myślenia w pobudzeniu. Jest więc świetnym sposobem na to, by pies nauczył się radzić sobie z owym pobudzeniem i koncentrować się na danym zadaniu.

6# Coś dla relacji z psem – zrozumienie i zaufanie

Ostatni z najważniejszych według mnie plusów, choć wcale nie najmniej ważny, to coś, co tropienie daje naszej relacji z psem.

Po pierwsze, robimy tu razem z psem coś fajnego, a wspólne pasje łączą.

Po drugie, aby na tropieniu odnosić sukcesy związane zarówno z efektem pracy, jak i stanem emocjonalnym naszego psa, potrzebujemy rozumieć jego mowę ciała na śladzie. Umiejętność rozpoznawania pewnych zachowań i adekwatnego na nie reagowania otwiera przewodnikowi oczy na to, jak wiele drobiazgów ma ogromne znaczenie w naszym życiu z psem. Za przykład może posłużyć kierunek w jakim zwracamy swoje ciało w stosunku do psa. Na tropieniu każdy ruch ma znaczenie – zarówno nasz, jak i naszego psa. I tylko zgranie jednego z drugim pozwala cieszyć się tą aktywnością w pełni.

Zakończyliśmy zatem przyjemną część wpisu. Przechodzimy do części mrocznej, o której wielu z nas wolałoby nie wiedzieć. Oto przed Wami…

Minusy tropienia użytkowego

1# Blaski i cienie dopaminy

Dopamina jest fajna! Dzięki niej chce nam się wstawać z łóżka, podejmować działania, żyć. Psy też tak mają!

Dopamina jest neuroprzekaźnikiem pełniącym pierwszorzędną rolę w kontekście związanym z dążeniem do celu. Jest istotna tym bardziej, jeśli z biologicznego punktu widzenia dążenie do danego celu jest ważne. Jak w tropieniu. Tropienie użytkowe ocieka wręcz dopaminą. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że dopamina uzależnia… Krótko mówiąc, jeśli mamy psa, który ma pewne predyspozycje, nietrudno o jego uzależnienie od tropienia. Brzmi dziwnie, ale wiele osób tropiących z psami użytkowo na pewno miało okazję obserwować, jak ich psy uwielbiały tropić z treningu na trening coraz bardziej. Uwielbiały na tyle, że nie były w stanie doczekać się tej aktywności… Taka pobudliwość psa przed tropieniem wymaga odrębnego wpisu, jednak jedną z jej przyczyn może być właśnie dopamina, która mówi: „róbmy to, róbmy to!” – buduje oczekiwania w stosunku do celu. Jeśli oczekiwania są zbyt duże, mamy jojczącego psa w aucie.

2# Mroczna strona samodzielności i pewności siebie

Dla mnie osobiście samodzielność psa to niemal synonim jego wolności – poczucia wolności i zdolności do niej. Pies samodzielny to pies potrafiący sam podejmować decyzje, radzić sobie z ich konsekwencjami, a to wszystko w niskim pobudzeniu i pełnej świadomości. Ładnie to wszystko brzmi, prawda? Przeczytaj zatem powyższe zdania jeszcze raz i skup się na tym samodzielnym podejmowaniu decyzji. No cóż, nadejdzie taki dzień, drogi tropicielu, że Twój pies nie będzie Cię potrzebował, żeby poradzić sobie z tym, co przerastało go dawniej. Czy TY jesteś w stanie z tym żyć? 😉

Pies samodzielny to pies czujący się bardziej komfortowo w większych od Ciebie odległościach, podejmujący decyzje o wejściu w interakcję z drugim psem czy człowiekiem i radzący sobie w nich, mający swoje zdanie na temat trasy spacerowej. To pies spokojny i zrównoważony. W skrajnych sytuacjach pies samodzielny to w końcu taki, który sam znajdzie sobie pokarm 😉

Czy jesteś gotowy na taką samodzielność Twojego psa?

3# Pies zaczyna używać nosa

I to nie tylko w kontekście tropienia użytkowego, ale po prostu na co dzień. Wodzi nosem za przechodzącymi ludźmi, za mijającymi go psami, zaciąga się zapachami z pobliskiego śmietnika, a nade wszystko niucha zapachy zwierzyny w lesie – i tej większej, i tak małej jak gryzonie. Czy to jest minus, czy plus – zależy od podejścia. Dla mnie zdecydowanie plus, dla większości tych spieszących się na spacerach z psem i siedzących z nosem w telefonie – minus.

Na samym używaniu nosa do wychwycenia zapachu ze środowiska oczywiście się nie kończy. Jak już się bowiem zapach zlokalizuje, warto byłoby za nim podążyć. I tu dochodzimy do punktu kolejnego…

4# Przywołanie, rezygnacja

To dwie umiejętności psa, które szczególnie przydadzą się, jeśli tropimy z psem (a we znaki da nam się ich brak). Od zapachu bowiem czasem trzeba odwołać i z zapachu zrezygnować (jedno w zasadzie ma wiele wspólnego z drugim). Także, w pakiecie z treningami tropienia użytkowego proponuję treningi rezygnacji, autokontroli i przywołania 😉

5# Bo smycz jest po to, żeby ją ciągnąć

Tutaj w zasadzie nawiązuję do punktu wcześniejszego. Ciągnięcie na smyczy to bowiem czasem wynik nieumiejętności psa do rezygnowania z bodźców w środowisku – panowania nad swoimi emocjami w ich obecności. Dlaczego pies nie jest w stanie tego robić – to znów temat na odrębny wpis.

Ciągnięcie na smyczy może pojawić się jako efekt uboczny tropienia także z tego względu, że na tropieniu pies jak najbardziej może ciągnąć na lince przewodnika ryjącego brodą w ziemi… Niektóre psy ciągną tylko na tropieniu, u innych następuje generalizacja i ciągnięcie wychodzi poza kontekst tropienia (i pojawia się zwłaszcza, gdy pies podąża za jakimś zapachem).

6# Pies kocha wszystkich ludzi

I tu znów – zależy od psa. Niektóre generalizują sobie i traktują każdego napotkanego w lesie grzybiarza jak pozoranta z pasztetem, inne nic sobie nie robią z ludzi poza kontekstem tropienia. Niemal zawsze jednak pojawia się u psów większe zainteresowanie zapachem ludzi.

7# Uwaga na psy długonogie

Dla nich bowiem częsta i intensywna praca w pozycji z głową przy ziemi może powodować silne obciążenia obręczy barkowej i przednich kończyn. I nie żartuję, przy niezapewnieniu psu rozgrzewki przed i po, niezadbaniu o odpowiednią intensywność treningów i aktywność poza nimi, nietrudno o naciągnięcia, naderwania, a nawet zwyrodnienia.

8# Tropienie użytkowe frustruje

Z tym osobiście się nie spotkałam, ale nie mogę wykluczyć tego, że praca na lince może być dla jakiegoś psa zanadto frustrująca. Gdyby pies pracował bez linki, dochodziłby do pozoranta znacznie szybciej niż z nami – ołowianym ciężarkiem ciągnącym się za nim na drugim końcu linki. Są psy, które rzeczywiście wolą pracować na lince szybciej, bo zbyt wolne tempo wywala je w kosmos. Są też takie, na które świetnie działa praca wolno.

Frustrujący może być też dla psa bezpośredni kontakt z pozorantem na końcu śladu. Mam tu na myśli przede wszystkim psy, które nie radzą sobie w kontaktach z ludźmi, czy to ze względu na odczuwany niepokój, czy pobudzenie wynikające z braku umiejętności emocjonalnych w danym kontekście. Nie ma więc złotej zasady, jak powinien wyglądać koniec śladu. A w zasadzie jest: powinien wyglądać tak, by pies czuł się w nim dobrze.

9# Widzieć więcej nie zawsze jest łatwiej

Jednym z fundamentów tropienia użytkowego, przynajmniej na moich zajęciach, jest tak zwane czytanie psa, czyli rozumienie jego zachowań i interpretowanie ich zgodnie z rzeczywistym znaczeniem. Mam tu na myśli zarówno zachowania wskazujące nam, czy pies jest na śladzie, jak i te, które informują nas o tym, jak pies na tym śladzie się czuje. W wyniku tropienia stajemy się więc bardziej wrażliwi na emocje naszego psa. I na tym się niestety nie kończy… Zaczynamy bowiem dostrzegać sygnały stresu, konflikty między psem a przewodnikiem, dyskomfort również u innych psów. I wtedy przeżywamy małe załamanie nerwowe i żałujemy, że to wszystko widzimy… To najczarniejszy scenariusz. W nieco bardziej kolorowej wersji zaczniemy szanować psy bardziej i być na nie uważni, co przełoży się na zwiększenie dobrostanu psów z nami żyjących. I tego się trzymajmy 🙂

 

I tyle w temacie tropienia użytkowego – „idealnej” aktywności dla każdego.

Masz własne doświadczenia z tropieniem?

Napisz, jakie widzisz w nim plusy i minusy!

Jak tropienie użytkowe wpłynęło na Twoje życie z psem?

Dodaj komentarz