Chwila zwierzeń – dlaczego tropienie i detekcja

W dzisiejszym wpisie wyjątkowo opowiem o sobie. Poznasz moją historię używania psiego nosa (jak to brzmi!), dowiesz się kiedy, dlaczego i jak. Poznasz też tym samym historię węchową moich psów. A zatem odsłonię przed Tobą niemały urywek naszego wspólnego życia, jak i mojego życia zawodowego. Do dzieła więc!

Korzeni się nie wyprzesz

Wszystko zaczęło się około 22 lata temu, kiedy to ścieżki zawodowe części mojej rodziny skrzyżowały się z lasem. Był to też moment, w którym w moim domu rodzinnym rozpoczęła się przygoda z psami z grup FCI 3, 4 i 6. Kto z Was nie wie co to oznacza, wyjaśnię w skrócie: temperament, silny popęd łowiecki, wrażliwość, wredoctwo, wiecznie kulejące przywołanie, przekopany ogród i pół przeżutego w zębach szczeniąt domu.

Psy owe w większości zalegały na kanapach (w zasadzie na legowiskach, bo rodzice moi są zwolennikami wyznaczania psom różnych, wielu w zasadzie, granic). Ale bakcyl został połknięty. Tak więc wychowywałam się z psami ras myśliwskich, nie koniecznie użytkowanych. Wychowywałam to dobre słowo, bo w zasadzie wolałam te legowiska, niż kanapy…

Mieszanka wybuchowa z czasów jeszcze dziecięcych: psy ras myśliwskich + las, sprawiła to co sprawiła. Blisko psów, blisko przyrody, zamiłowanie do wszystkiego co naturalne – i tak mamy fascynację naturalną psią aktywnością, zwłaszcza dla pewnych ras – pracą węchową. Uznaję to za naturalny bieg rzeczy…

Wychodzę do świata, a tam tropienie użytkowe

Człowiek żyje w środku lasu i nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co na świecie się dzieje. Wyjazd na studia do tak zwanego u nas dużego miasta (wiecie, wielkiego wręcz) był momentem niemal przełomowym. Niestety zlał się on z utratą mojego psa, co spowodowało kilka lat wycofania z życia z psami…

A potem pojawił się Wedel. W międzyczasie moje zainteresowania mogły zostać wsparte gotówką i tak oto, w zasadzie zupełnym przypadkiem, bo podczas kursu trenerskiego, trafiłam na twór idealny: tropienie użytkowe. Do roboty potrzeba pozoranta, szelek, linki, psa i heja! Nastąpił więc ciąg warsztatów o tematyce tropienia użytkowego, kurs na przewodnika psa tropiącego, a resztę już znają Ci, którzy wpadają na moje zajęcia z tropienia 🙂 Krótko mówiąc, pasja zamieniła się w zawód.

Ale w zasadzie dlaczego tropienie?

Pozwolę sobie od myślników (czyt. kropek):

  • bo jest blisko natury, przynajmniej w takim wydaniu, w jakim je uprawiamy
  • bo to niesamowite uczucie, gdy działasz razem z psem, wspólnie „polujecie” na pozoranta – pies wie, Ty ufasz mu bezgranicznie
  • bo to adrenalina – nigdy nie wiesz, co spotkasz za zakrętem, nie jesteś w stanie na 100% przewidzieć co dzieje się z zapachem, jak ten zapach wpłynie na pracę i możliwości psa
  • bo analizowanie tego co dzieje się na śladzie jest wręcz porywające 🙂
  • bo świadomość tego, jak Twój pies to kocha jest niezwykle motywująca i działa jak tabliczka najlepszej czekolady świata
  • bo to nie jest posłuszeństwo (nie żebym miała coś przeciwko – lubię obedience) – to pies dyktuje warunki i to jemu oddajemy pałeczkę; może nieco zaszaleć, pociągnąć, szczeknąć, wytarzać się, robić wszystkie piękne psie rzeczy
  • bo świadomość tego, jak go to realizuje (patrz potrzeby gatunkowe) pozwala Ci spać spokojnie (i zachować dom w stanie nienaruszonym…).

I kilka mniej subiektywnych powodów:

  • bo jest bliskie naturze, potrzebom gatunkowym i możliwościom psa
  • bo stymuluje psa umysłowo i fizycznie (mnie w zasadzie też)
  • bo uczy czytania psa – rozumienia jego mowy ciała i stanów emocjonalnych oraz ich wpływu na zachowania
  • w związku z tym buduje świadomą komunikację, zaufanie, uważność na psa
  • uczy akceptacji i pokory
  • ponieważ realizuje psie potrzeby, nierzadko obniża poziom frustracji, a więc wspiera terapie psów reaktywnych
  • niesamowicie otwiera psy lękowe, uczy je poznawania świata w swoim tempie i na swoich zasadach, a ponadto fajnie preciwwarunkuje człowieka, jeśli pies ma już jakieś negatywne doświadczenia z nim związane (lub brak doświadczeń(!))
  • uczy psa samodzielności i rozwija pewność siebie – tropienie daje psu niemal całkowitą kontrolę nad sobą w środowisku, decyzyjność, przestrzeń, o której pies sam decyduje, i czas.

Era detekcji

Wiecie jak to jest, człowiek wkręci się w coś i potem to coś rozrasta się na inne strony obejmując 3/4 jego świata… U mnie tak było właśnie z pracą węchową. W przypadku detekcji kluczową kwestią jest moje wykształcenie i zamiłowanie do przyrody. Jestem magistrem biologii środowiska i doktorem ekologii ze specjalnością etologia. Moja aktywność naukowa zawsze związana była z obserwowaniem zwierząt w ich naturalnym środowisku. Do tego nieśmiało (bardzo nieśmiało) zahaczałam od czasu do czasu o ochronę środowiska. A w międzyczasie, dwa lata temu, wzięłam udział w seminarium nosework…

I powiem Wam szczerze, że na samym początku nie wkręciło mnie to zanadto. Wiecie, pojemniki ustawione w rządku w mniej lub bardziej sterylnym pomieszczeniu, praca na olejkach – niewiele w tym było dla mnie naturalności, której wciąż gdzieś tam podświadomie szukałam. Ale tak to często jest, że póki nie znajdziesz zastosowania zgodnego z Tobą, jesteś gdzieś obok danej aktywności.

My więc prześlizgnęliśmy się przez nosework i skierowaliśmy ku detekcji. Wywaliliśmy pojemniki i puszki do kosza i zaczęliśmy rozwijać przede wszystkim samodzielność, umiejętność pracy w stożku zapachowym, wytrwałość – wszystko co niezbędne w przeszukiwaniu. I wiecie co? Moje psy to uwielbiają! A i ja to uwielbiam! I wiele uczę się obserwując ich mowę ciała podczas przeszukiwań: kiedy wchodzą w stożek zapachu, jaki ten stożek ma kształt, gdzie osadził się zapach, jak psi nos to wszystko rozszyfrowuje. I uważam, że moim psom bardzo dobrze robi to, że mają dwie różne aktywności węchowe wymagające zarówno od nich, jak i ode mnie nieco innego systemu pracy, ale też związane z  nieco innym pobudzeniem. No i plusem detekcji jest to, że możemy ją robić także w domu, na niewielkiej powierzchni, w deszczowe, wietrzne dni, kiedy nie chce nam się wyściubiać nosa przez drzwi.

A dlaczego detekcja?

  • bo, jak tropienie, pozwala psu realizować potrzeby gatunkowe, popędy
  • bo jest nieodzownym elementem terapii psów lękowych i reaktywnych
  • bo oferuje prosty i niedrogi sposób na urozmaicenie psu życia
  • bo, jak tropienie, niesamowicie rozwija naszą uważność na psa i umiejętność czytania jego mowy ciała, choćby najdrobniejszych sygnałów i wskazówek
  • bo, owszem, i tu wydziela się nieco adrenaliny, zwłaszcza gdy robisz double blind 🙂
  • bo otwiera przed Tobą niesamowity świat zapachów i psiej percepcji.

 

A jak to jest z Tobą? 

Dlaczego tropisz ze swoim psem?

Dlaczego uprawiacie detekcję?

Dodaj komentarz