Człowiek też zwierzę – o zaufaniu, akceptacji i emocjach słowem wstępu do dłuższej dyskusji

Człowiek też zwierzę – o zaufaniu, akceptacji i emocjach słowem wstępu do dłuższej dyskusji

Tytuł tego wpisu może wprowadzać w błąd, bowiem wbrew pozorom wcale nie człowiek jest jego głównym tematem, a rzecz jasna pies. Całkowicie jednak prezentuje to, o co mi chodzi, czyli podobieństwa między nami (ludźmi) a innymi zwierzętami w sferze emocji i potrzeb.

Od pewnego czasu zastanawiałam się, co tak naprawdę różni moje podejście do życia i pracy z psami od podejścia większości właścicieli (i sporej grupy szkoleniowców) i pewnego dnia znalazłam odpowiedź. Różnica ta leży w emocjach, w braniu ich pod uwagę, ale przede wszystkim szanowaniu i akceptowaniu. Czym innym bowiem jest wiedzieć, że pies reaguje tak i tak ze strachu, a czym innym uszanować taki stan rzeczy i pozwolić/pomóc psu poczuć się lepiej.

Jakiś czas temu miałam okazję poznać zagadnienie rodzicielstwa bliskości. Nie jestem matką, w związku z czym kwestia relacji rodzic-dziecko jest mi dość odległa. A przynajmniej tak przypuszczałam do niedawna… Okazuje się bowiem, że moje podejście do zwierząt (w tym przypadku psów) jest zbieżne z tą filozofią rodzicielstwa.

Zdaję sobie sprawę, że większości rodziców trudno jest porównywać własne dziecko do psa, sposób jego traktowania ze sposobem, w jaki traktujemy czworonoga. W końcu pies to zwierzę, a człowiek to… No właśnie – też zwierzę (z punktu widzenia biologii i ewolucji – nie wnikam w kwestie religijne). Niektórzy takie postrzeganie zwierząt odczytują jako zbytni antropomorfizm, ja jednak skłoniłabym się bardziej ku koślawemu neologizmowi „indywidualomorfizm”, zgodnie z którym każdy osobnik każdego gatunku traktowany jest indywidualnie z uwzględnieniem biologii i etologii gatunku.

 

Rozłóżmy sprawę na czynniki pierwsze:

  • potrzeby

pies <- zdobywanie pokarmu i jedzenie -> człowiek

pies <- reprodukcja -> człowiek

pies <- odpoczynek/sen -> człowiek

pies <- poczucie bezpieczeństwa -> człowiek

pies <- kontakty z osobnikami tego samego gatunku -> człowiek

pies <- stymulacja umysłowa -> człowiek

pies <- stymulacja fizyczna (w tym zabawa) -> człowiek

 

Potrzeby te nie są oczywiście właściwe tylko psom i ludziom, ale stanowią niezbędny element prawidłowego rozwoju większości organizmów zwierzęcych. Z kolei niemożność ich spełnienia wpływa niekorzystnie na stan organizmu, zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Innymi słowy, przede wszystkim towarzyszy nam stres chroniczny. W jego wyniku chorujemy, czujemy się źle zarówno fizycznie, jak i psychicznie, mamy problemy z funkcjonowaniem w grupie społecznej, a w skrajnych przypadkach (bezsenność, niedożywienie, a także brak poczucia bezpieczeństwa) umieramy. Marna to perspektywa… To jeszcze dodam tylko, że liczba mnoga zastosowana w tym akapicie nie wskazuje na nas – ludzi, ale na nas – zwierzęta.

Samo zrozumienie podobieństwa wynikającego z potrzeb i odczuwanych emocji nie jest tak trudne. Problem stanowi zrozumienie różnic w postrzeganiu rzeczywistości przez różne gatunki. To bowiem, co dla nas wydaje się neutralne, dla psa może być najbardziej przerażającą rzeczą. Ale! Nie są to różnice tylko między gatunkami! Reakcje emocjonalne wewnątrz gatunku też znacznie się różnią. Dla przykładu, ja potwornie boję się pająków. Jeżeli więc na mojej głowie wylądowałby na przykład ptasznik, byłabym kosmicznie przerażona i prawdopodobnie musiałabym trafić po tym zdarzeniu na terapię. Jeżeli z kolei na moim miejscu byłby jakiś zapalony miłośnik pajęczaków, to prawdopodobnie czułby jedynie zachwyt (i może ciut stresu – nie wiem, trudno mi wyobrazić sobie inne emocje towarzyszące temu zdarzeniu). Nie wiem czy komukolwiek udałoby się zmienić moje nastawienie do pająków (i mam nadzieję, że nigdy nie będzie próbował), ale liczę na empatię ze strony innych ludzi. Ano właśnie – empatię. To dzięki niej potrafimy wczuć się w położenie drugiej strony, w jej odczucia, towarzyszące w danej chwili emocje. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę, że (zgodnie z dotychczasową wiedzą naukową) psy odczuwają większość emocji, które odczuwają ludzie, to łatwiej jest okazać im empatię.

Po tym długim wstępie, który przeistoczył się w rozwinięcie, nawiązać chciałabym do jednej z podstawowych potrzeb każdego zwierzęcia – poczucia bezpieczeństwa. Jak zapewnić je psu? Tak, jak Tobie. Poczucie bezpieczeństwa daje wsparcie od bliskich, ich akceptacja, opieka, możliwość polegania na nich (a poza tym między innymi odpowiednie miejsce życia). Wszystkie te składowe budują zaufanie. Kiedy komuś ufamy, czujemy się przy nim bezpiecznie. I z drugiej strony: kiedy czujemy się przy kimś bezpiecznie, ufamy mu. I w tym momencie wracamy do rodzicielstwa bliskości. Zgodnie z nim dziecko należy słuchać, bo dzięki temu zaczyna ono komunikować i łatwiej zaspokoić jego potrzeby. Zaspokojenie – wysłuchanie potrzeb tworzy z kolei u dziecka poczucie wartości i przeświadczenie o tym, że jest szanowane. Dzięki temu nabiera przekonania, iż świat je otaczający jest bezpieczny i ufa swoim rodzicom. W kwestii rodzicielstwa bliskości jest jeszcze wiele spraw wartych uwagi, dlatego polecam każdemu zapoznać się bliżej z tą filozofią.

No dobrze. To teraz zastąpmy każdy zwrot określający dziecko w powyższym akapicie zwrotem określającym psa (a rodziców właścicielami/przewodnikami). Otrzymamy wtedy piękną myśl, zgodnie z którą postępuję i która, według mnie, jest jedyną drogą do zapewnienia psu poczucia bezpieczeństwa i hmm… szczęścia. Prawdę mówiąc pewne aspekty tej filozofii z powodzeniem można by zastosować w relacjach międzyludzkich, nie tylko zaś w aspekcie rodzicielskim.

Na koniec podkreślić chcę, że nie uważam, iż dobrze jest traktować psy jak dzieci. Zarówno jedna, jak i druga strona ma może podobne potrzeby, jednak należą one do zupełnie innych gatunków w odmienny sposób postrzegających świat i charakteryzujących się innym etogramem (zbiorem zachowań charakterystycznych dla danego gatunku). Porównanie z rodzicielstwem bliskości ma na celu jedynie przedstawienie podobieństwa jednej z głównych potrzeb – poczucia bezpieczeństwa, z którym związane emocje i prawidła nie różnią się międzygatunkowo.

I z tą myślą Was pozostawię do… następnego wpisu.

2 thoughts on “Człowiek też zwierzę – o zaufaniu, akceptacji i emocjach słowem wstępu do dłuższej dyskusji

  1. Bardzo bliskie jest mi to, co piszesz 🙂
    Podobnie czuję, ale dopiero uczę się relacji z psem, a dokładniej ze „znajomym” psem, z którym weekendowo biegam i od czasu do czasu wyprowadzam na spacer. Powoli zaczynam „widzieć” i „słyszeć” właśnie empatią to, co coraz częściej mi „mówi” 🙂 Coraz lepiej się rozumiemy, bo oboje czujemy, że jedna strona słucha tego, co „mówi” jej ta druga.

    1. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze 🙂
      Cieszę się Waszą relacją opartą na zrozumieniu, bo to jest, mam wrażenie, to, czego psom potrzeba do szczęścia najbardziej. A zresztą i my, ludzie czerpiemy z tego ogromną przyjemność 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *