Detekcja, dyskryminacja, tropienie – z czym to się je

Rodzajów aktywności węchowych z psem jest naprawdę dużo, począwszy od zwyczajnej eksploracji środowiska, poprzez zabawy węchowe, kończąc na detekcji, ratownictwie czy tropieniu myśliwskim. Każda z nich pozwala psu realizować jedną z najważniejszych potrzeb gatunkowych, stymuluje umysłowo i daje nam wyjątkowe narzędzie do budowania relacji z psem – wspólną pasję.

W ostatnich latach w Polsce szczególnie modne stało się tropienie użytkowe oraz detekcja lub jej bardziej sportowa forma – nosework. Każda z tych aktywności rządzi się nieco innymi prawami, jednak wszystkie łączy praca na zapachu – jego wykrycie, odizolowanie od innych zapachów w otoczeniu oraz dojście do jego źródła.

Detekcja – podstawa podstaw

Może stwierdzenie to urazi miłośników i pasjonatów tropienia, ale z mojego punktu widzenia wszystko opiera się na detekcji. Detekcja to, z definicji, wykrywanie zapachu. O jakiejkolwiek aktywności węchowej z psem byśmy nie mówili, zawsze jej podstawą będzie wykrywanie zapachu: czy to smakołyka schowanego w rolce po papierze toaletowym, czy zabawki ukrytej pod kocem, czy naszych kluczy zagubionych na spacerze, czy odchodów zagrożonego gatunku zwierzęcia, czy narkotyków, czy zaginionego człowieka, czy w końcu rannej zwierzyny. Zawsze pies będzie wykrywał konkretny zapach – może to tylko robić na różne sposoby.

Na przykład w tropieniu (użytkowym i myśliwskim) pies pracuje przede wszystkim dolnym wiatrem, czyli podąża za cząsteczkami zapachu zostawionymi przez szukany obiekt. Cząsteczki te zachowują się zależnie od ukształtowania terenu i warunków pogodowych (patrz wpis o zapachu), dlatego raz są bardziej statyczne i bliżej podłoża, a raz unoszą się w powiewach porywistego wiatru – stąd pies tropiący nie zawsze idzie dokładnie taką trasą, jaką szedł szukany obiekt. Ponieważ więc zapach obiektu znajduje się nie tylko na podłożu, pies tropiący posiłkuje się także górnym wiatrem.

Z kolei w detekcji zapachu pies pracuje w dużej mierze na stożku zapachowym – wychwytuje zapach w środowisku i kieruje się od jego najmniejszego stężenia, do największego, czyli źródła zapachu. Nie tyle podąża tu trasą pozostawioną przez obiekt (bo takowej brak), co kieruje się bezpośrednio do źródła.

W ratownictwie psy pracują nieco podobnie jak w detekcji – działają raczej na zasadzie „od najmniejszego stężenia do największego”, niż podążają śladem pozostawionym przez obiekt. Lubię rozpatrywać te dwa style pracy w kategoriach czasu i przestrzeni. W detekcji i ratownictwie psy są myślą (nosem) u źródła. Nie ma ich tu, w tym miejscu, w jakim akurat się znajdują, ale tam, gdzie jest źródło zapachu. Ich celem jest źródło, a źródłem jest obiekt. Wyprzedzają nosem czas i przestrzeń. W tropieniu z kolei pies jest dokładnie w tym miejscu i czasie, w jakim się znajduje – pracuje na zapachu zostawionym tu i w określonym czasie w przeszłości. Jego celem też jest źródło, a źródłem jest ścieżka zapachu.

Bez dyskryminacji nie ma węszenia

W dziedzinie aktywności węchowej z psem spotyka się jeszcze jedno określenie dotyczące rodzaju pracy psa – dyskryminację. I znów posłużę się definicją. Dyskryminacja (łac. discriminatio) = rozróżnianie. W odniesieniu do aktywności węchowej pies rozróżnia zapachy go otaczające, dzięki czemu jest w stanie wychwycić ten konkretny. Wszystko dzięki niesamowitym zdolnościom psiego nosa związanym z ogromną czułością w odbieraniu bodźców zapachowych. Psy, w odróżnieniu od nas, czują odrębne zapachy, nie ich mieszankę. Nawiązując na przykład do psów wykrywających pasożyty wewnętrzne u zwierząt: w odchodach zwierzęcia wyczują nie tylko po prostu odchody, ale też zapach pasożyta – jeden z elementów aromatycznej mieszanki.

Dyskryminacja to, podobnie jak detekcja, pojęcie bardzo szerokie, opisujące po prostu niejako zdolność psa do takiego a nie innego postrzegania świata. Pies, czy to eksplorując, czy uprawiając nosework, czy tropienie, wychwytuje zapach – KONKRETNY zapach – spośród dziesiątek, setek, a pewnie nawet dziesiątków tysięcy innych. Rozróżnia go zatem od tej całej reszty składników jednej wielkiej zupy zapachowej. Taką umiejętność dostrzec możemy podczas treningu nosework czy detekcji, kiedy dodajemy zapachy stanowiące dla psa rozproszenia, ale i podczas tropienia, gdy na ślad zaginionej osoby / pozoranta lub zwierzyny (w zależności od tego, co tropimy) nakłada się zapach innego człowieka lub zwierzęcia. W takich sytuacjach pies rozpracowuje nakładające się na siebie zapachy, rozbija ich miszmasz na zapachy każdego obiektu i, o ile zapach rozpraszający nie jest bardziej kuszący, podąża dalej tym pierwotnie podjętym.

Tropienie detekcją i dyskryminacją stoi

Gdy do kociołka starej wiedźmy wlejemy sok z detekcji, do tego dodamy syrop z dyskryminacji, dorzucimy dwie garście teorii zapachu, garść pracy dolnym wiatrem i szczyptę górnym, zagotujemy i wszystko zamkniemy w słoju z etykietą „źródłem jest ścieżka zapachu”, mamy idealny eliksir tropienia. Samo tropienie, i tu nawiążę do użytkowego, rozpoczyna się pobraniem zapachu szukanej osoby. Kolejnym krokiem jest wykrycie tego zapachu w otoczeniu i podążanie nim. Podczas całej pracy psu towarzyszy rozróżnianie tego jedynego zapachu spośród pozostałych występujących w środowisku. Wszystko kończy się wykryciem obiektu wydzielającego zapach w wyniku podążania ścieżką zapachową pozostawioną przez niego podczas pokonywania danego obszaru przestrzeni.

 

Jaka jest puenta? Praca nosem to nie po prostu detekcja, dyskryminacja albo tropienie.

To niemal zawsze wszystko po trochu – tylko w różnych proporcjach.

Dodaj komentarz