Dlaczego tropisz? O celu i jakości

Dlaczego tropisz? O celu i jakości

Jakiś czas temu ktoś zapytał mnie przy okazji treningu tropienia użytkowego: „Po co tropisz? Dla celu, czy dla jakości?” Pytanie to, nie powiem, zbiło mnie nieco z pantałyku, bo w zasadzie nie mogłam powiedzieć, żeby jakość tropienia była dla mnie w tej aktywności najważniejsza. Z drugiej strony sam cel, czyli pozorant, nie jest też sam w sobie wartością jedyną. Dlaczego więc tropię? Myślę, że dla psa. I dla siebie 🙂

A gdy zaczęłam się nad tropieniem zastanawiać głębiej…

Wyszło, że, owszem, to ta jakość jest dla mnie najważniejsza. Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniem. Zacznijmy najpierw od tego, czym jest dla mnie jakość tropienia. Samo tropienie użytkowe to aktywność polegająca, mówiąc w bardzo dużym skrócie, na szukaniu przez psa danej osoby po śladzie zapachowym, jaki zostawiła przemierzając dany dystans. Aby pies był w stanie po tym śladzie podążać, musi stawić czoła wielu trudnościom: dziwnemu środowisku, rozpraszającym zapachom, rozpraszającym obiektom, nieprzewidywalnej pogodzie wpływającej na to, co z zapachem się dzieje, ale i własnym emocjom i emocjom swojego przewodnika. Jeśli burza emocjonalna panuje w nas lub w naszych psach tropiących, o spokojnym tropieniu możemy zapomnieć. A dlaczego ten spokój jest dla mnie ważny? Bo spokój = myślenie. Koncentracja. Dokładność. Nieustępliwość. Wreszcie uczenie się. A więc i zapamiętywanie. A także korzystanie z zasobów pamięci. Bo w spokoju mózg działa efektywnie, nie zaś w stresie i pobudzeniu bez myślenia.

Jeśli praca na śladzie jest dobrej jakości to pracuje na nim spokojny pies

Spokojny nie oznacza dla mnie oczywiście niezmotywowany. Wręcz przeciwnie, motywacja musi być, ale taka, z którą pies sobie radzi (tu motywacja, czyli chęć do danej aktywności). Co więc znaczy dla mnie „spokojny”? To taki, którego tropienie nie tonie w dziesiątkach sygnałów stresu. Taki, który potrafi skoncentrować się na jednym zapachu przez pewien (odpowiedni dla siebie i swoich umiejętności) czas. Który będąc na śladzie jest na śladzie, a więc jego koncentracja sięga poziomu stratosfery. Który rozpracowuje ze spokojem, bez frustracji, bez rezygnacji stawiane przed nim zadania, wędrując swoim wyjątkowym nosem za enigmatycznym śladem zapachowym. Który po wykonanym zadaniu potrafi na luzie pospacerować i wrócić do auta, a jego oczy nie przypominają wtedy rozpalonych do czerwoności spodków od filiżanek pulsujących w rytm pompowanej przez rozgrzane serce krwi. To mniej więcej jest dla mnie spokojny na śladzie pies. To jest też dla mnie jakość pracy. Do której staram się dążyć.

Bo warto pamiętać, że tropienie użytkowe to tropienie użytkowe – tu pies idzie po zapachu do źródła. Celem nie jest źródło. Jest nim zapach.

A gdzie w tym wszystkim pies? Ano właśnie tu, tak sądzę…

Czym bowiem jest dla psa tropienie, jeśli nie pracą, robotą do wykonania? Możemy, i staramy się, żeby była to dla niego przede wszystkim frajda, jednak warto pamiętać, że samo tropienie to element łańcucha łowieckiego – taki bardzo bardzo. I pies może się z tego cieszyć, wręcz powinien. Nie ma tu miejsca na presję, awersję, jakikolwiek przymus, które skutkują zazwyczaj stresem, pobudzeniem, frustracją i innymi samymi fuj, ble psimi stanami emocjonalnymi. Ale polujący drapieżnik też jest w pozytywnym stanie emocjonalnym… I od polowania zależy jego życie. My oczywiście nie tropimy w tym celu, jednak reguły są podobne. Dla psa tropienie to pewne zadanie, które przed nim stawiamy. Trudne. Wymagające pod kątem psycho-fizycznym. To robota do wykonania. A może by mu tak ją ułatwić poprzez zadbanie o spokój? A spokój = jakość, pamiętasz? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *