Na ploteczkach z mantrailingiem – przedstawiamy się

O: „Cześć, jestem Ola z Psiego Nosa. Chciałam zadać Ci dziś kilka pytań, ale na samym wstępie powiedz proszę parę słów o sobie”.

I mantrailing zaczął mówić…

Mantrailinig / tropienie użytkowe to aktywność z psem o historii długiej jak ewolucja psa

Jej początek sięga bowiem początków użytkowości psa związanej z niezwykłym nosem naszego czterołapego towarzysza życia.

Zmysł węchu psa to około 100-250 mln komórek węchowych (w porównaniu z tym nasze ludzkie 5-10 mln wypada wyjątkowo blado…). Przekłada się to na zdolność psa do wyczuwania poszczególnych elementów zapachu. Innymi słowy pies jest w stanie wyczuć każdy składnik zupy, podczas gdy my czujemy tylko pomidorówkę.

 

Poza tym pies może jednocześnie wdychać i wydychać powietrze z cząsteczkami zapachu, a więc wąchać nieprzerwanie.

Jego nozdrza poruszają się niezależnie od siebie, co zwiększa ich precyzję.

A to wszystko dlatego i po to, żeby pies mógł zdobywać pokarm: polować i znajdować – w zasadzie przodek psa, choć i część psów współcześnie żyjących tak właśnie funkcjonuje (oraz ze względu na komunikację, ale o tym nie dziś).

Niezwykłe zdolności psiego nosa sprawiły, że człowiek zaczął z psem polować

I tu tak naprawdę mamy początek tropienia użytkowego. Przez wiele, wiele lat psy pomagały nam zdobywać pokarm, później polować także dla innych celów. Ich węch ponadto chronił nas i nasze zwierzęta gospodarskie. W XIX wieku wpadliśmy w końcu (a przynajmniej prawdopodobnie mieszkańcy Wielkiej Brytanii wpadli) na genialny pomysł przekucia umiejętności psa do tropienia zwierzyny na tropienie ludzi. I tak pies zaczął pomagać w służbach policyjnych, a w XX wieku w ratowniczych – stał się najlepszym narzędziem, że pozwolę sobie tak przedmiotowo, do znajdowania zaginionych osób, przestępców, ale i materiałów niebezpiecznych czy narkotyków.

Współcześnie pies i jego węch wykorzystywane są na dużo większą skalę, sprawiając stopniowo, że coraz to kolejne niemożliwe staje się dla nas możliwym.

Tropienie użytkowe, jak sama nazwa wskazuje, wiąże się z użytkowością

Użytkowością związaną właśnie z szukanie zaginionych osób, jak sama nazwa „MANtrailing” wskazuje. I przez wiele lat na tej użytkowości owa aktywność z psem się skupiała. Aż tu pewnego razu ktoś wpadł na pomysł: a jakby tak tropić nie zawodowo, ale dla funu? I tak oto już kilka ładnych lat w Polsce coraz bardziej powszechne staje się tropienie użytkowe – nie w formie zawodowego trailingu, ale aktywności z psem na luzie.

Prekursorką tropienia użytkowego w takiej formie w Polsce jest prawdopodobnie pani Maria Kuncewicz, która w 2013 roku zainicjowała w Polsce Sprawdziany Kompetencji Zespołów Tropienia Użytkowego (SKOP).

Samo tropienie użytkowe stało się tym samym mniej użytkowe, a bardziej rozrywkowe, choć tu na pewno wielu wyrazi sprzeciw. W samej Polsce funkcjonuje bowiem obecnie sporo szkół i trenerów zajmujących się mantrailingiem profesjonalnie (rozumiem przez to, że rzeczywiście biorą oni i ich podopieczni udział w akcjach ratunkowych), jednak duża większość robi to raczej amatorsko (czyli dla sprawienia sobie i psu przyjemności, zrealizowania jego potrzeb gatunkowych, zdrowego zmęczenia psa, a nierzadko w celu terapii psów lękowych bądź reaktywnych) – i do tej grupy zaliczam się ja.

Jakkolwiek to potraktujemy, czy jako aktywność o określonym, użytkowym znaczeniu, czy jako rozrywkę, tropienie użytkowe pozostaje tropieniem użytkowym i charakteryzuje się specyficznym systemem pracy i działania.

(Man)trailing to nie to samo co (man)tracking

Podstawowa kwestia sprawiająca, że tropienie użytkowe to tropienie użytkowe związana jest z systemem pracy psa. Samo tropienie to podążanie za zapachem pozostawionym przez tropiony obiekt na swojej trasie przemieszczania się. Zadaniem psa jest więc podążać za tym zapachem do jego źródła. Wszystko zaczynamy od przedmiotu pozoranta, czyli osoby, która pozoruje swoje zaginięcie. Zadaniem psa jest pobrać z tego przedmiotu zapach i za tym zapachem właśnie podążyć. I tu zaczynają się schody…

W tropieniu użytkowym bierzemy bowiem pod uwagę to, co dzieje się z zapachem pozostawionym przez pozoranta.

Tak więc pies może pracować zarówno dolnym wiatrem, kierując się cząsteczkami zapachu osiadłymi na podłożu, jak i górnym wiatrem – bo cząsteczki zapachu nie są przecież z ołowiu i wraz z wiatrem się przemieszczają. Dlatego też często zdarza się, że pies zbacza ze śladu, mimo że wciąż widzimy, iż w zapachu jest. Czasem z kolei pokazuje, że zapachu jest dużo tu i tu, albo w ogóle jest, podczas gdy trasa jaką szedł pozorant jest oddalona o kilka metrów. Wszystko za sprawą ruchów powietrza i ukształtowania terenu.

Jeśli chcesz poczytać na ten temat więcej,

zapraszam do wpisu

o tym, jak zachowuje się zapach.

Sam tracking z kolei to praca jedynie dolnym wiatrem, która opiera się w zasadzie przede wszystkim o zapach zadeptanego podłoża. Czy pies wykorzystuje ten zapach podczas mantrailingu (tropienia użytkowego)? Zapewne tak. Tropienie użytkowe daje mu o wiele więcej swobody w pracy, która często przekłada się na dynamikę.

Czym tropienie użytkowe jest, a czym nie jest?

Jak już wiesz z powyższego tekstu, tropienie użytkowe to podążanie za zapachem pozostawionym przez pozoranta lub osobę rzeczywiście zaginioną. Pies pracuje na zapachu tu i teraz, w danym miejscu. Podążając nim, stopniowo zbliża się do źródła.

Tropienie użytkowe nie jest z kolei poszukiwaniem, czyli stylem pracy wykorzystywanym w ratownictwie przez psy ratownicze. Podczas poszukiwania pies pracuje wyłącznie górnym wiatrem i jego zadaniem jest jak najszybciej i jak najkrótszą trasą dotrzeć do źródła zapachu. Taka praca jest tym bardziej pożądana, gdy na przykład ratownicy mają za zadanie wydobyć osoby zasypane zawalonym budynkiem. Jedno różni się od drugiego przede wszystkim tym, że w mantrailingu pies szuka konkretnej osoby po wcześniejszym pobraniu jej zapachu z przedmiotu, natomiast w poszukiwaniu pies przeszukuje teren w celu znalezienia jakiejkolwiek żywej osoby.

Sam system pracy teamu również różni się w obu podejściach. W tropieniu psa mamy zazwyczaj na lince i podążamy razem z nim analizując jego zachowanie na śladzie, odpowiadając na nie i w ten sposób stając się istotnym uczestnikiem całej akcji (czy rzeczywistej, czy wyimaginowanej). Podczas poszukiwania z kolei pies pracuje samodzielnie i obwieszcza znalezienie źródła zapachu konkretnym zachowaniem, często wcześniej uwarunkowanym.

I na koniec, dlaczego akurat mantrailing?

Bo to coś tak naturalnego dla psa, że bardziej się niemal nie da.

Bo wymaga od nas umiejętności rozumienia zachowań psa i szacunku do jego emocji.

Bo uczy słuchania psa i zaufania.

Bo jest po prostu niezwykle ekscytujące – wspólne podążanie za zapachem.

Bo to wszystko daje też zapewne tracking czy poszukiwanie, ale to akurat z tropieniem użytkowym skrzyżowały się moje drogi…

 

A czy Ty tropisz użytkowo ze swoim psem?

Jeśli tak to dlaczego?

Czy profesjonalnie, czy raczej dla rozrywki?

Dodaj komentarz