Patrz na psa, obserwuj psa, wczuj się w psa – i na śladzie cicho sza!

Tropienie użytkowe z psem to lekcja ciszy, cierpliwości, spokoju i uważności. To czas, w którym jesteśmy z psem razem w jednej z naszych najpierwotniejszych wspólnych aktywności – w polowaniu

Dziś będzie o tej ciszy przede wszystkim, która jest czasem nie lada wyzwaniem, bo jakże trudno jest nie pisnąć, gdy zaplączesz się w pajęczynę i głośno nie analizować śladu na bieżąco, a najlepiej jeszcze zanim coś się wydarzy 😉

Podczas treningów tropienia mówię do moich kursantów nie mało… Wśród potoku słów najczęściej pojawiają się hasła:

Nie gadaj!

Patrz na psa!

Stój!

A w międzyczasie oczywiście dziesiątki „super” i „brawo” – bo wspieranie psa, przewodnika, a czasem też i pozoranta ważne jest!

Nie gadanie przychodzi z trudnością zwłaszcza gadułom i ekstrawertykom, dlatego tropienie może być dla takich Was idealnym sposobem na wyjście nieco poza strefę własnego komfortu i relaks inny niż zwykle. Dla psa taka cisza jest o tyle ważna, że dzięki niej może się skupić tylko i wyłącznie na tropieniu.

Ze skupieniem się podczas gadaniny przewodnika trudności mają zwłaszcza psy należące do ras z grupy 1 FCI, czyli owczarki wszelkiej maści i rozmiaru. Psy te były selekcjonowane pod kątem współpracy z człowiekiem, dlatego wykazują dużą czułość na gesty, ruch, głos ludzki. Krótko mówiąc ich uwaga jest skierowana raczej na człowieka niż na środowisko. Tu podkreślam, mówię o predyspozycjach. Nie każdy owczarek będzie w Ciebie wpatrzony – wszystko zależy od osobowości, pewności siebie, doświadczenia i relacji ze swoim człowiekiem.

Oczywiście także rasy spoza grupy 1 mogą wykazywać większą czułość na człowieka (tym bardziej trudno wpisać w jakieś ramy mieszańce i kundelki). Natomiast każdy pies zsocjalizowany z człowiekiem będzie w jakimś stopniu dążył do kontaktu z nim. A kontakt taki wiąże się ze swego rodzaju uważnością na człowieka i wynika z udomowienia.

Inna sprawa to doświadczenie psa w treningu z nami. Podczas treningów, zwłaszcza posłuszeństwa na co dzień, na luzie i sportowego, ogromną wagę (przede wszystkim w przypadku ostatniego) przywiązujemy do tego, żeby pies słuchał słów, jakie do niego mówimy – haseł określających zachowanie, o jakie psa w danym momencie prosimy. W ten sposób uczymy psa zwracać uwagę na nasze słowa. Dochodzi do tego kontekst treningu = pracy mniej lub bardziej z naszego punktu widzenia profesjonalnej, ale dla psa zawsze jakiegoś zadania do wykonania. Gdy trenujemy z naszym psem (cokolwiek, nawet zwykłą zabawę o konkretnych regułach – to też jest zadanie do wykonania!), pies uczy się kontekstu treningu i często w jego trakcie jest na nas bardziej uważny niż w życiu codziennym. I z taką uważnością miałam okazję zetknąć się kilka razy podczas tropienia, a wykorzystuję ją także w pracy z moimi psami, na przykład do nauki rezygnowania z zapachów zwierzyny i przywołania w warunkach ekstremalnych rozproszeń.

Ta właśnie uważność na człowieka sprawia, 

że każdy nasz ruch i słowo mają znaczenie na śladzie z psem

W tropieniu zwracanie uwagi na słowa przewodnika jest przydatne przede wszystkim w czterech sytuacjach:

  1. Gdy potrzebujemy psa przywołać, bo na przykład linka wyślizgnęła nam się z rąk
  2. Gdy chcemy zwrócić uwagę psa, którego wybiły rozproszenia albo też udzielić mu na śladzie wsparcia
  3. Gdy zaplątaliśmy się w krzakach i stopujemy na chwilę psa
  4. Gdy robimy bardzo długi i trudny ślad i pies potrzebuje przerwy

Jeżeli chcemy, by pies zwracał uwagę na hasła pojawiające się w powyższych sytuacjach, część jego uważności musi być skierowana na nas i dźwięki, jakie wydajemy. Jeśli podczas tropienia wdajemy się w pogaduchy z trenerem, obserwatorem czy, o zgrozo, rozmawiamy przez telefon z przyjaciółką, fundujemy naszemu psu słowny armagedon. To tak jakbyśmy podczas pisania trudnego egzaminu z matematyki byli zasypywani pytaniami przez stojących nad nami znajomych. Pies skupia się bardziej na tym, co mówimy, niż na pracy. A w tropieniu powinno być odwrotnie.

Reagowanie psa na nasze słowa to jedna strona monety. Drugą jesteśmy my i nasz brak uważności na psa

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś ze swoim psem na śladzie. Masz dobry dzień i głowę pełną pozytywnych myśli. Z wielką pasją dzielisz się nimi z osobą idącą z Wami. Albo: dostrzegasz na śladzie jakieś zachowanie u psa, które Cię zaintrygowało. I masz nieodpartą potrzebę teraz, w tym momencie, przedyskutować jego przyczynę i skutek. Kiedy tak sobie rozmawiasz z pomocnikiem na całego, Twój pies robi dwa kółka, w międzyczasie pojawiają się trzy negatywy, pies zaczyna skakać na lince z boku na bok no ale idzie dalej, bo przecież zagadany przewodnik też idzie. Idziecie tak razem kilkadziesiąt metrów i w końcu pies zaczyna się frustrować. Gdyby Twoja uwaga zwrócona była na psa tu i teraz, a nie na rozmowy, zauważyłbyś zawczasu, że z zapachem coś się dzieje i Twój pies z niego wychodzi.

To tylko przykład, ale takie sytuacje rzeczywiście się zdarzają! Dlatego „nie gadaj!” to podstawa pracy przewodnika na śladzie. Dzięki temu Twoja uwaga może być całkowicie skierowana na psa i to, co dzieje się z nim na śladzie (no dobrze, dzielona na psa i to co pod Twoimi nogami – żeby się nie zabić). Możesz się uczyć psa czytać, wspierać go w odpowiednich momentach, współpracować na śladzie. Pies jednocześnie jest wybijany z roboty tylko wtedy, gdy to potrzebne.

Bo pamiętaj, na drugim końcu linki jesteś nie bez kozery. I powodem nie są tu ploteczki!

Dodaj komentarz