Patrzę, ale czy widzę?

Patrzę, ale czy widzę?

„Nie można dostrzegać nie widząc, ale można nie dostrzegać widząc. To jest codzienne doświadczenie naszego wzroku i percepcji”

Sławomir Mrożek

Wzrok

Akapity obiektywności

Postrzeganie świata przez psy różni się od naszego pod wieloma aspektami. Różnica, o której tu przeczytacie dotyczy zmysłu wzroku – jego możliwości wynikających zarówno z historii ewolucyjnej psa jako gatunku, jak i jego budowy.

Ze względu na rozmieszczenie oczu, związane z kształtem czaszki, pole widzenia psa jest znacznie większe od naszego. Kąt widzenia naszych czworonożnych towarzyszy wynosi 250°. Jednocześnie pole, w którym nakłada się obraz widziany przez oboje oczu to 30° – 60° – jest więc o około połowę mniejszy od ludzkiego. Wielkości te różnią się zależnie od kształtu głowy psa. Im oczy psa umiejscowione bardziej z przodu, tym kąt widzenia jest mniejszy. Dla porównania, kąt widzenia człowieka to (zaledwie) 160°. Oznacza to, że pies idący przed nami nie musi odwracać głowy w takim stopniu, jak my byśmy musieli, żeby nas zobaczyć. Może to trochę przerażająco zabrzmi, ale pies widzi Cię wtedy, kiedy Ty tego nie widzisz i nawet nie wiesz, że jesteś obserwowany…

Druga kwestia różniąca nasze postrzeganie świata wzrokiem od psiego postrzegania, to ostrość widzenia.  Ze względu na odmienną budowę oka, psy widzą ostro obiekty znajdujące się dopiero w odległości 33-50 centymetrów. Oznacza to, że wszystko, co mają przed nosem jest niewyraźne i rozmazane. Człowiek jest w stanie zogniskować wzrok już na obiektach oddalonych o jedyne 7-10 centymetrów od oka. Psy również słabiej widzą z większej odległości – widzą wyraźnie dopiero obiekty znajdujące się około czterokrotnie bliżej niż w przypadku człowieka. Jednocześnie są od nas lepsze w widzeniu przy słabym świetle – posiadają w oku tzw. makatę, czyli błonę odblaskową, która odbija światło. To dzięki temu ich oczy, jak i oczy innych zwierząt prowadzących z natury nocny tryb życia, „świecą” w ciemności, gdy zostaną oświetlone snopem światła.

Dodatkowo psy, w odróżnieniu od trichromatycznych nas, są zwierzętami widzącymi dichromatycznie. Oznacza to, że widzą świat tylko w dwóch barwach (i ich odcieniach). I nie są to, jak dawniej sądzono, kolory czarny i biały, ale odcienie niebieskiego i żółtego. Pozostałe, widziane przez nas kolory, są przez psy postrzegane prawdopodobnie jako białe lub szare. W związki z tym nie widzą kolorów czerwonego, pomarańczowego czy zielonego tak, jak my: prawdopodobnie kolor zielony i pomarańczowy postrzegają jako żółty, fioletowy jako niebieski, a czerwony jako ciemnoszary lub czarny.

Dotychczasowe badania na temat wzroku u psów sugerują, że mają one dużo lepiej, w porównaniu z nami, rozwinięte zdolności dostrzegania ruchu i obiektów ruchomych. Te niepozorne, często wylegujące się obecnie na kanapach w ciepłym domu drapieżniki są w stanie rozróżniać obiekty ruchome z odległości 800-900 metrów, jednak dystans ten maleje do 500-600, jeśli obiekt się nie rusza. Dodatkowo oko psa jest w stanie rejestrować pojedyncze rozbłyski światła pochodzące z jednego źródła, gdy my widzimy je jako światło ciągłe. Nic dziwnego zatem, że obraz z telewizora z rzadka tylko przykuwa ich uwagę – ekran telewizora jest odświeżany 60 razy na sekundę. Rozbłyski o takiej częstotliwości człowiek widzi jako ciągły obraz, natomiast pies dostrzega pojedyncze klatki – to tak, jakbyś wertował zeszyt z rysunkami, ale w takim tempie, że nie tworzyłyby one płynnej historii, a byłyby postrzegane przez Ciebie jako odrębne obrazy.

Psy wykazują też ciekawe preferencje w stosunku do wybierania, którym okiem patrzeć: to zwykle lewym okiem patrzą na neutralne twarze ludzkie, podczas gdy prawe jest zarezerwowane dla twarzy wzbudzających jakieś emocje u psa.

Wszystkie te przystosowania wynikają z natury psa: zwierzęcia drapieżnego, w dalekiej przeszłości prowadzącego raczej nocny tryb życia. Do efektywnego polowania nie była mu niezbędna zdolność rozróżniania wielu kolorów czy ostrość widzenia w dużym przedziale odległości. Przydawało się z kolei szerokie pole widzenia, możliwość rozróżniania obiektów w słabym świetle oraz dostrzeganie najdrobniejszego ruchu ofiary.

Akapity subiektywności

A teraz trochę bardziej subiektywnie. Opowiem pewną krótką historię. Historię, którą zapewne zna każdy z Was, jeśli dzielicie życie z psem. Historię jednego poranka z życia Wedla.

Był wczesny ranek. Słońce nie zdążyło jeszcze wychynąć zza wierzchołków strzelistych sosen i nagich koron smukłych topoli i brzóz. Lniana zasłona przepuszczała wątłe, blade światło budzącego się dnia. Obudziłam się na dźwięk łap mojego psa, lądujących na miękkim dywanie przy łóżku. Potem poczułam, jak jego obecność oddala się i zalega na podłodze w salonie. Do moich uszu doszedł rytmiczny, miękki dźwięk ogona przesuwającego się po panelach w lewo i prawo. „Oho! Obserwuje mnie!” – pomyślałam. Lekko uchyliłam powieki i w moim polu widzenia ukazał się rozchichotany pychol Wedla, rzeczywiście, obserwujący mnie – wwiercający się bursztynowymi oczami w moją czaszkę. Aż czułam w niej te złośliwe chochliki, które wyglądały przez źrenice małego Zgreda. Nagle zdecydował się wstać. W zasadzie po prostu wstał, bo nie zdążyłam zarejestrować, by przed tym się zastanawiał. Patrzyliśmy tak na siebie przez chwilę, po czym zamknęłam oczy, udając, ze śpię. W tym momencie zaczęłam odczuwać zbliżającą się jego obecność. Uchyliłam powieki, minimalnie, na tyle tylko, by cokolwiek zza nich dostrzec. I dostrzegłam to, czego się spodziewałam: Wedel był już w sypialni. Stał jakby nigdy nic, machając swą chorągwią husarską, a ja znów poczułam to intensywne spojrzenie małych chochlików. Ale ze mną nie tak łatwo. Więc zamknęłam oczy ponownie. Tym razem poza coraz bliższą obecnością Zgreda poczułam, jak ugina się krawędź łóżka tuż przy mojej twarzy. Nie wytrzymałam. Otworzyłam szeroko oczy i momentalnie parsknęłam śmiechem – prosto w bezczelny czekoladowy ryjek. Po chwili, gdy już udało mi się trochę opanować rozbawienie, zamknęłam oczy ponownie – i w ten sposób rozpoczęliśmy naszą poranną zabawę. Gdy miałam oczy zamknięte, słyszałam i czułam na twarzy rozemocjonowany oddech psa, któremu towarzyszyły rytmiczne liźnięcia mokrego nochala w czubek mojego nosa. Wtem otwierałam oczy i w tej samej sekundzie oddech się uspokajał, a różowy jęzor chował się w czekoladowym pysku. Natomiast w momencie, w którym zamykałam oczy, jęzor wracał. Dosłownie w tym samym momencie! W ułamku sekundy!…

…Mimo, że to już listopad, pogoda okazała się nader hojna. Nieruchome, rześkie powietrze ogrzewały promienie wschodzącego nad linię drzew słońca. Zdecydowaliśmy się więc wybrać na poranny spacer w wersji rozszerzonej. Kiedy zagłębiliśmy się w las, rozpoczęliśmy wspólną eksplorację. Tyle nowych zapachów pojawiło się tu po nocy! Ale o zapachach innym razem.

Przedzieraliśmy się przez dobrze nam znany grąd, podtopiony w tym roku w wyniku obfitych opadów deszczu. Wędrowałam za Wedlem tam, gdzie nas jego nos prowadzi. Kluczyliśmy między drzewami, podeszliśmy do opuszczonej, zalanej nory lisów – tam zawsze zatrzymujemy się na dłużej. Nagle Wedel wyprostował się i szczeknął ostrzegawczo. Rozejrzałam się w kierunku, który wskazywał, ale nie dostrzegłam niczego podejrzanego. Wedel nie chciał jednak iść dalej. Ruszyłam kawałek sama i wtedy to zauważyłam. W odległości około trzydziestu metrów od nas leżała odłamana gałąź drzewa. Musiała spaść w ostatnich dniach, bo ostatnio, gdy tędy szliśmy, była jeszcze wysoko na drzewie. Podeszłam do niej, a kiedy byłam już całkiem blisko, również Wedel zdecydował się ruszyć w jej kierunku. Z początku kroczył sztywno i niepewnie, jednak gdy zbliżył się na odległość kilku metrów, jego ogon opadł swobodnie, a na pysk wrócił wyraz zaciekawienia, bez oznak niepokoju. Podeszliśmy, powąchaliśmy, obeszliśmy dookoła i ruszyliśmy dalej…

…Moją twarz zalało poranne słońce, gdy wyszłam spod cienia drzew na otwartą przestrzeń. Wedel wbiegł już między pożółkłe trawy i zaczął wyszukiwać nieodkrytych jeszcze kryjówek gryzoni. Ruszyłam szybciej w jego kierunku, by przeszukiwać teren razem z nim. Byliśmy skierowani w tę samą stronę. Przykucnęłam przy nim i rozemocjonowana zaczęłam wsłuchiwać się w jego oddech. „Tu coś jest!” – pomyślałam. „Tu coś jest!” – powiedziały mi nerwowe ruchy zgredowej głowy. Wedel zachowywał się teraz tak, jakby w uszach miał anteny i próbował złapać nimi sygnał dochodzący spod warstwy traw. Oboje pochyliliśmy się nisko. Poczułam zapach wilgotnej ziemi i… Wedla już nie było. Pędził w kierunku, z którego przyszliśmy i do którego byliśmy odwróceni prawie tyłem. Wstałam i zaczęłam wytężać wzrok, by dostrzec, co spowodowało jego nagły zryw. I wtedy zauważyłam: mały, biało-bury punkcik oddalał się w kierunku lasu, a za nim pędził Wedel. Gdy zdałam sobie sprawę, jak zestresowany musi być teraz ten niczemu nie winny kot, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Zerknęłam jeszcze przez ramię, by zobaczyć, jak kot wdrapuje się na najbliższe drzewo znajdujące się ode mnie jakieś 100 metrów, gdy wtem wrócił do mnie Wedel. Nie mam pojęcia kiedy i jak zauważył, że odchodzę.

To wszystko takie oczywiste, każdy z Was na pewno dostrzega w codziennym życiu ze swoim psem te różnice w postrzeganiu świata przez psa i przez nas. To, jak szybko potrafi reagować na najmniejszy ruch (nasz lub kogoś/czegoś w otoczeniu), jak czasem wystraszy się jakiegoś zupełnie zwyczajnego kształtu, jak zna każde nasze zachowanie, każdy gest (wstajesz tak – to znaczy, że idziecie na spacer, wstajesz inaczej – to oznacza, że idziesz do łazienki). Jak reaguje na pozycję naszego ciała, kierunek, w jakim się zwracamy, nawet, gdy stoi przed nami i wydaje się, że nas nie widzi. Ostatnio miałam ciekawą sytuację na jednym ze spacerów. Byłam na nim ze znajomą (pozdrawiam znajomą 🙂 ). W pewnym momencie zauważyłam gdzieś z tyłu ruch w zaroślach. Przystanęłam, odwróciłam się i zdążyłam zauważyć tylne nogi sarny znikające po drugiej stronie leśnej drogi. Znajoma nie widziała. Pomyślałam wtedy, że Wedel zrobił genialną, ogromną robotę. Dzięki temu, że jest takim energicznym, szybkim, wszędziegopełno psem, byłam zmuszona (i chętnie to robiłam) nauczyć się patrzeć trochę tak, jak on. Oczywiście jestem człowiekiem, więc zawsze będę widzieć jak człowiek. Mam jednak wrażenie, że dzięki spacerom, na których jestem razem ze swoim psem, podążam za nim i uczę się otoczenia poprzez jego reakcje i zachowania, zaczęłam też dostrzegać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *