Porozmawiajmy o pająkach… O różnicach światów i etyce relacji międzygatunkowych

Porozmawiajmy o pająkach… O różnicach światów i etyce relacji międzygatunkowych

No i stało się! Pięknym, jesiennym dniem spacer po lesie zakończył się okrutną tragedią: twarz w pajęczynie, a na środku… krzyżak. Nie jakiś tam mały pajączek ginący wśród linii papilarnych na palcu, ale prawdziwy, soczysty pająk. W takich skrajnie przerażających momentach na szczęście nie krzyczę. Mimo wszystko wyrzut adrenaliny w moim organizmie i energiczne wymachiwanie wszystkimi kończynami wywołały niepokój u Wedla, który zaczął nerwowo rozglądać się we wszystkie strony.

No dobrze, mówiąc szczerze nie był to jakiś tam spacer w jakiś tam jesienny dzień. To po prostu są spacery po lesie o każdej porze roku, za wyjątkiem zimy. I gdy przypominam sobie te wszystkie nagłe kłótnie z rozpostartymi na gigantycznych (bo strach ma wielkie oczy) pajęczynach pająkami, w myślach powtarzam sobie: sama tak zdecydowałaś – wróciłaś do lasu. Może brzmi to nieco, hmmm… dziko, ale tak właśnie było. Miasta, w których zmuszona byłam mieszkać podczas studiów potwornie mnie przytłaczały i podnosiły poziom stresu. Wieczny szum zlewających się ze sobą dźwięków, ciężki zapach pełnego spalin powietrza, światła nocą i ludzie. Ludzie wszędzie dookoła. Zdaję sobie sprawę, że nie działa na moją korzyść pisanie tego, ale ludzi tam było znacznie za dużo… Może czułam tak dlatego, że wychowałam się w małej osadzie leśnej. A może taką po prostu mam wrażliwość sensoryczną. Tak czy siak, mój odbiór rzeczywistości różni się znacznie od Twojego. I od Twojego. I Twojego także. Pamiętam, jak w dzieciństwie podczas wakacji u babci wręcz zmuszana byłam do kontaktu z innymi dziećmi na różnych z mojego punktu widzenia hucznych festynach czy zajęciach grupowych. i jak strasznie się tym wszystkim stresowałam i dziwiłam, że babcia nie rozumie, że mi to przyjemności w ogóle nie sprawia. Tak, każdy ma jakiegoś bzika…

Po co ten przydługi wstęp? Przypuszczam, że czytając go pomyślałeś: „Z tą dziewczyną nie jest dobrze”. Może i to prawda. Nie o takie wnioski mi jednak chodziło 🙂 Chciałabym, żebyś po przeczytaniu tego krótkiego opisu moich wrażeń z dzieciństwa i życia stwierdził: „Jejku, jakże sposób postrzegania świata tej dziewczyny różni się od mojego. Przecież pająki są super / Przecież miasto jest super / Przecież imprezy i spotkania towarzyskie są super!” Może i są…

A więc teraz spójrz, mój drogi dwunożny czytelniku, na tego czworonoga, który grzeje Ci właśnie stopy, albo naciska łapą na klawiaturę komputera, spragniony czułości, leży wtulony w Twój bok, lub gdzieś tam cichutko sobie odpoczywa i pomyśl, jak jego sposób postrzegania różni się od Twojego! Widzisz te uszy? Ten nos? Oczy? Nawet skórę? To wszystko działa zupełnie inaczej, niż u Ciebie – trochę tak jakby na większych obrotach. Pies jest po prostu bardziej „czuły”. Jego wrażliwość sensoryczna znacznie odbiega od naszej, a wynika to z jego przynależności gatunkowej i związanych z nią potrzeb. To jest drapieżnik o wyostrzonym węchu i słuchu i wrażliwym na ruch wzroku. Mimo, że przesiaduje teraz obok Ciebie na kanapie w przytulnym, bezpiecznym mieszkaniu i trawi kolację podaną do miski, wciąż jeszcze pozostał drapieżnikiem.

I w tym momencie wpis miał już wyglądać inaczej, ale po przemyśleniach ostatnich dni będzie jednak tak:

Zdolność wczucia się w rolę i emocje drugiego osobnika nosi miano empatii. Dzięki empatii możesz współczuć, poprzez odczuwanie stanu emocjonalnego drugiej osoby. Ale czy jesteś w stanie czuć się tak jak ona? Albo, co tym bardziej trudne, czuć się tak jak stworzenie innego gatunku, które zupełnie inaczej postrzega świat? Przypuszczam, że to niezwykle trudne. Tak jak ja nie jestem w stanie poczuć radości z kontaktu z pająkami, tak Ty, jeśli darzysz je sympatią, nie byłbyś w stanie prawdziwie się nimi przerazić. Jedyne, czym dysponujemy w takiej sytuacji, by rozeznać się w postrzeganiu drugiej istoty jest jej reakcja na bodziec. Reakcja to informacja. I to te informacje pozwalają zorientować się w sposobie postrzegania świata przez inne gatunki, ale i wewnątrz naszego gatunku.

Mój pies nie przepada za ruchliwym miastem. Cóż, jakby się nad tym głębiej zastanowić to nic w tym dziwnego, kiedy za „wzór emocjonalny” ma mnie… Skąd wiem, że tak jest? Bo widzę jego reakcje na miejskie bodźce: na ruch uliczny, ludzi, psy, natłok zapachów i dźwięków. Nie są to reakcje skrajne. Mało tego, dla niektórych pewnie niezauważalne. Ale dla mnie bardzo wyraźne są informacje zawarte w sposobie ruchu, stopniu zawinięcia ogona i możliwościach koncentracji i relaksacji. Gdy teraz mieszkamy w lesie, w dużym mieście bywamy sporadycznie. Pierwszy spacer po przyjeździe to wtedy niemal zawsze częste powarkiwanie niby w przestrzeń, nerwowe poszukiwanie miejsca na siusiu i zwiększona pobudliwość. Czy ganię psa za to powarkiwanie? Za szczekanie przy słupie ze znakiem? Nie. Są to informacje, dzięki którym mogę zorientować się w stanie emocjonalnym mojego kumpla, ale nie tylko. Dzięki zachowaniu Wedla rysuje się przed moimi oczami mapa zapachów, dźwięków i obrazów niedostrzegalnych dla ludzkich zmysłów. I tak, na granicy dwóch światów, przemierzamy sobie miejskie ulice. Inne psy z podobną wrażliwością sensoryczną, o podobnym temperamencie i z podobną historią doświadczeń życiowych mogą reagować w takich sytuacjach inaczej. Największą zmorą właścicieli jest wtedy tak zwane głuchnięcie na właściciela. Nagle pies nie chce usiąść na żądanie, nie chce chodzić przy nodze, ciągnie na smyczy i jest ogólnie trudny do „opanowania”. Powiem tak: przypuszczam, że gdyby Ci podetknąć pod nos jednorazówkę z najbardziej lubianymi i znienawidzonymi zapachami, nastawić obok radio na pełen regulator i jednocześnie próbować je przekrzyczeć i dodatkowo na przykład kłaść Ci na kolanach pająka / węża / figurkę clowna czy cokolwiek innego, co budzi w Tobie silne emocje, trudno by Ci było rozwiązać równanie chemiczne bądź zadanie z matematyki, które w normalnych, optymalnych warunkach nie sprawiałoby Ci najmniejszego problemu. Czy zatem możemy wymagać od psów, żeby zachowywały się w taki a taki sposób w stresujących je sytuacjach? Czy w ogóle etyczne jest wymaganie od nich, żeby zachowywały się niezgodnie z predyspozycjami gatunkowymi w jakichkolwiek warunkach? Czy możemy wymagać od nich, by pozwalały się dotykać obcym ludziom i dzieciom bez względu na samopoczucie? Moje odpowiedzi na te pytania są jednakowe: NIE.

Czy oznacza to jednocześnie, ze mamy zostawić psy samym sobie i zaakceptować to, jak reagują na odbierany przez nie po psiemu świat? I tu moja odpowiedź znów: nie. Dlaczego? Przyczyna jest prosta. Psy żyją w środowisku ludzkim. Choćby nawet środowisko to było ich naturalnym, uważam że są sytuacje, w których ich reakcja podyktowana biologią może być najzwyczajniej w świecie dla nich niebezpieczna. Jak to pięknie ujął mądry lis, udzielając rad Małemu Księciu: „Stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. Nie oznacza to jednak, że stajesz się władcą życia psa, że możesz decydować o tym, jak będzie on reagował na świat. Twoją rolą jest przechodzić przez ten świat razem z nim, towarzyszyć mu we wszystkich strachach i radościach, współodczuwać, uczyć się odbierać od niego komunikaty i informacje i reagować na nie adekwatnie do sytuacji. A że sytuacji i charakterów psów jest wiele, to nie sposób, żeby na wszystko lekarstwem były smaczki (o karze tu nawet nie wspominam, bo nie biorę jej pod uwagę). Czasem może wystarczy po prostu wejść w „rozmowę” z psem i być z nim w danym stanie emocjonalnym lub swoją obecnością i postawą pomagać mu przez te stany przejść?

I na koniec, pamiętaj, że pies jest PSEM, a Ty CZŁOWIEKIEM. Wasze postrzeganie świata zawsze będzie się przytłaczająco wręcz różnić. Ale im bardziej wrażliwy będziesz na reakcje psa i wynikające z ich informacje, na jego komunikaty i potrzeby, tym łatwiej będzie Ci zrozumieć, dlaczego jego zachowanie jest takie, a nie inne, i, co najważniejsze, zaakceptować je.

To wszystko jest jednak tylko moim punktem widzenia podyktowanym indywidualnymi doświadczeniami, informacjami, które docierały do mnie w ostatnich latach i takimi, a nie innymi napotkanymi na drodze ludźmi. Mój punkt widzenia = mój indywidualny sposób postrzegania świata. A jaki jest Twój? Jeśli ten wpis wywołał w Tobie jakieś emocje lub przemyślenia (bez znaczenia – pozytywne czy negatywne) to, gorąco proszę, podziel się nimi w komentarzu. Każda taka wirtualna dyskusja poszerza horyzonty i pozwala zrozumieć różne punkty widzenia, a to niezmiernie ważne (i wciągające) doświadczenie.

To do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *