Psie mity – o psach oczami biologa

Psie mity – o psach oczami biologa

Bycie psem nie jest łatwe. Bycie jego odpowiedzialnym, zapewniającym poczucie bezpieczeństwa opiekunem jeszcze trudniejsze… Ludzkie społeczeństwo stawia zarówno przed jednym, jak i drugim pewne oczekiwania i czasem naprawdę niełatwo jest im sprostać, a jeszcze trudniej przeciwstawić się. Tymczasem wiele z tych oczekiwań wynika z pewnych ludzkich przeświadczeń, które są zwyczajnie błędne, nielogiczne, bezpodstawne. Dlaczego? Ponieważ większość z nas zapomina, że pies to zwierzę. ZWIERZĘ. Niby oczywiste, a jednak niekoniecznie.

Każde zwierzę ma pewne potrzeby gatunkowe i specyficzne dla siebie zachowania. Wszystkie one z kolei utrwaliły się u danego gatunku w wyniku wieloletniej ewolucji. Ewolucja nie jest pozbawiona logiki, nie dzieje się ot tak. Tam wszystko jest dopracowane do najmniejszego szczegółu, bo jak nie jest to gatunek nie podoła. No mercy… Spójrz zatem na tego uroczego pupila grzejącego Ci stopy i choć przez chwilę pomyśl o nim jak o gatunku, po prostu.

1# Pies niczym anioł bez skazy

Dziś będzie dużo cierpienia, zwłaszcza dla osób bardzo emocjonalnych, widzących w swoim psie centrum wszechświata, a w całym psim gatunku wzór cnoty, prawdy, przyjaźni i oddania. Niestety bowiem, pies niczym wyjątkowym nie różni się pod tym względem od innych gatunków zwierząt społecznych, w tym i nas.

Psy nie są idealne, przynajmniej w naszym ogólnym rozumieniu tego słowa. One też kłamią, oszukują dla własnej korzyści. Przykład? Jeden pies posiada jakiś tymczasowy zasób, na przykład patyk. Leży sobie na brzuchu i trzyma go między przednimi łapami, ostentacyjnie obgryzając. Drugi zauważa to i wykazuje zainteresowanie patykiem. I nagle zaczyna coś intensywnie węszyć w trawie, kopać. Tam jest jakiś niezwykły skarb, wydaje się mówić. Pies-właściciel patyka podchodzi zaintrygowany i daje się wciągnąć w tę farsę. W tym czasie prowodyr chyłkiem kieruje się do pozostawionego patyka i z triumfem na pysku ucieka z nim. Czy pies prowodyr rzeczywiście znalazł coś ciekawego w ziemi? Niekoniecznie. On po prostu CHCIAŁ ten patyk. Więc oszukał jego właściciela, osiągając tym samym swój cel.

 

Zobacz, wujku Aresie, co ja tu mam ciekawego! (A przy okazji zapomnij o tym patyczku)…

Pies nie jest też bezgranicznie oddanym przyjacielem – przecież każdy ma swój rozum. Myślę sobie, że stąd mogą wynikać liczne rozczarowania właścicieli, że Pimpek nie przychodzi, gdy go wołam, a Azorek warknął, gdy chciałem go pogłaskać. No wybaczcie, drodzy ludzie, ale zarówno Pimpek, jak i Azorek mogą tworzyć z Wami w pewnym sensie dwugatunkową grupę rodzinną, ale nie oznacza to, że są w Was ślepo wpatrzone i zrobią wszystko, o co poprosicie i czego sobie życzycie tak po prostu, bo chcą, byście byli szczęśliwi. Pies o silnym instynkcie łowieckim nie zrezygnuje z pogoni za sarenką, bo Pańciu woła. Owszem, może to zrobić po właściwie przeprowadzonym treningu, podczas którego nauczy się ufać decyzjom Pańcia, zorientuje się, że są one dla niego OPŁACALNE i mają sens. Po tym, jak zacznie dostrzegać w Pańciu rozumnego członka grupy rodzinnej, który podejmuje trafne, bezpieczne i opłacalne decyzje. A na to trzeba czasu…

Tu niestety wielu właścicieli psów schroniskowych dostaje w policzek, bo przecież uratowałem tego bidnego pieska, a on TAK mi się odwdzięcza. No cóż… Po pierwsze w ogóle się nie odwdzięcza (nie wrzucajmy psów w nasze schematy myślowe), po drugie zastanów się, czego od psa wymagasz, biorąc go pod swój dach, jakie masz oczekiwania i wyobrażenia. Jeśli sądzisz, że pies będzie odwdzięczał się Tobie przez całe swoje krótkie życie swoją uległością, pokorą i bezgraniczną miłością/oddaniem to radzę Ci, nie rób tego – nie bierz pod swój dach psa. Najpierw zmień myślenie…

Psy potrafią być także okrutne dla swoich pobratymców. Nie jest rzadkością gnębienie słabszych, wyżywanie się na tych nie potrafiących radzić sobie w danej sytuacji, odbieranie zasobów oraz wykorzystywanie w celu ułatwienia sobie życia. Przykład? Suki żyjące w rodzinie z psem. Bardzo często „posługują” się one samcem w sytuacjach dla siebie trudnych, na przykład w momencie pojawienia się obcego, grożącego im psa. Suka wysyła swojego kumpla na tego obcego i… radź sobie sam – bez względu na to, czy ten biedny samiec sobie radzi, czy nie.

2# Bo celem życiowym psa jest bycie głaskanym

Bzdura! Przepraszam, ale ta kwestia zawsze doprowadza mnie do dość agresywnego stanu emocjonalnego… Wymień proszę choć jeden powód, dla którego pies miałby chcieć i lubić być głaskany przez obcych ludzi, przez setki obcych ludzi; głaskany po grzbiecie, po głowie, po pysku – gdziekolwiek. Oczywiście wszelkie czułości są często mile widziane przez niego w gronie rodzinnym jako zachowanie spajające grupę (jak iskanie wśród małp, ptaków, a nawet nasze ludzkie pieszczoty).

Głaskanie w rodzinie jak najbardziej – wspólny relaks

Dlaczego jednak kontakt fizyczny z obcym człowiekiem miałby być dla psa przyjemny? Dlaczego miałby być potrzebny? Dlaczego pies miałby to lubić i do tego dążyć? Jaka przyczyna biologiczna miałaby za tym stać? Bo tak?

Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy Twój pies potrzebuje kontaktu z obcymi, daj mu wybór: niech to on zdecyduje się podejść i o głaskanie poprosić. Robi tak? Jest wtedy rozemocjonowany? Może bardzo podekscytowany? No cóż, istnieje kilka strategii radzenia sobie w stresującej sytuacji. Wśród nich wymienić można ucieczkę, atak i flirt, czyli takie „podlizywanie się”. Czasem dla niektórych psów bycie blisko „zagrożenia” daje większe poczucie bezpieczeństwa, niż bycie z dala. Im jest bliżej, tym bowiem ma większy wpływ na zachowanie „wroga”, może go bardziej kontrolować. My działamy tak samo… Tak więc chęć podejścia Twojego psa do obcych nie zawsze znaczy, a ośmielę się stwierdzić, że niezwykle rzadko, że chce on być przez tę osobę głaskany.

W życiu prywatnym, jak i zawodowym staram się uświadamiać ludzi, że kluczową kwestią jest danie psu wyboru, tu czy chce kontaktu, czy nie. Większość ludzi, zarówno tych obcych, jak i samych opiekunów, decyduje bowiem za psa: obcy podchodzi do psa na smyczy nie dając mu możliwości odejścia, opiekun z kolei bardzo często podejmuje za psa decyzje. „Można pogłaskać?” „Tak, proszę bardzo” – i pies trzymany krótko na smyczy, mało tego czasem dodatkowo opiekun obejmuje go za pysk lub osłania głowę, by w razie czego pies nie zareagował. A jak się czuje wtedy pies…

3# On chce się tylko pobawić

Zabawa u psów to kwestia mocno dyskusyjna, wręcz sporna w świecie naukowców, ale i opiekunów psów. Zazwyczaj bowiem interakcje między psami są dość energiczne, zwłaszcza te, gdy psy spotykają się na ograniczonej przestrzeni lub na uwięzi (smyczy, lince). Jako ograniczoną przestrzeń rozumiem także tę, w której nie ma barier środowiskowych w rodzaju ogrodzenia czy ścian pomieszczenia, ale opiekunowie psów znajdują się blisko siebie, a dodatkowo są zwróceni twarzą w swoim kierunku.

Komunikacja psów oraz ta pomiędzy psem a człowiekiem to temat na kilka kolejnych wpisów, tutaj ograniczę się tylko do wyjaśnienia, że to, gdzie stoimy i to, jak stoimy nie jest obojętne dla naszego psa. Pies jako zwierzę społeczne bardzo zwraca bowiem uwagę na zachowanie członków grupy rodzinnej, ale też innych. Twoje ciało informuje o kierunku ruchu, jego środek ciężkości wskazuje na Twoją motywację i ogólne napięcie, o którym zresztą wiele mówi też napięcie mięśniowe. Do tego dochodzi głos, mimika, gestykulacja i inne. Kiedy więc mamy opiekunów obcych sobie psów stojących w kółeczku wzajemnej adoracji na wybiegu dla psów, czy psy mają wybór? Przecież ich opiekun, członek rodziny wyraźnie wskazuje im, że wchodzimy teraz w interakcję z tym drugim psem (i jego człowiekiem). Tak więc interakcja się dzieje.

Zabawa? Nie sądzę. Pola przecina Wedlowi drogę do mnie i zatrzymuje go demonstracyjnie uderzając łopatką i głową w jego bok i próbując sięgnąć głową nad niego. Mina Wedla mówi wszystko…

Psy szaleją, jeden gania drugiego, wielu gania jednego. Bo one się tak ładnie bawią. A skąd myśl, że się bawią? Bo tak to wygląda? Prawdą jest, że zabawa podnosi poziom hormonu szczęścia, więc czujemy się wtedy po prostu fajnie. Prawdą jest, że, zwłaszcza w młodym wieku, dzięki niej nabywamy umiejętności i sprawności motorycznych. Ale skąd pomysł, że akurat psy bawią się niemal bez przerwy? Że 90% ich interakcji to zabawa? A pozostałe 10% to interakcje o charakterze agresywnym… (procenty są przypadkowe). A może warto zadać sobie pytanie, dlaczego zauważamy tylko te dwa typy interakcji: zabawę i agresję? Dlaczegóż by pies miał tak bardzo różnić się od WSZYSTKICH innych gatunków zwierząt, że celem jego życia miałaby być zabawa, a jak nie to, to agresywne zachowania? A może jedno wynika z drugiego? Może ta zabawa to wcale nie zabawa, ale złożone interakcje o różnorodnym charakterze, czasem po prostu wymiana informacji miedzy osobnikami, pozwalająca poznać, z kim mamy do czynienia? Dlaczego „zabawa” często przeradza się w agresję? Może to właśnie wcale nie zabawa? Może jest tam tyle niechcianego napięcia, z którym psy sobie nie radzą, że… sobie nie radzą?

4# Mój pies mnie dominuje

Tak, i kocha bezgranicznie, i żyje po to, by być głaskanym i bawić się z każdym napotkanym psem… Przede wszystkim dominacja to nie cecha charakteru. Nie możemy powiedzieć, ze pies jest dominujący, tak o, i koniec. Dominacja pojawia się w stosunku do czegoś, do zasobu. Jeden pies może wykazywać zachowania dominacyjne (a poprawniej demonstracyjne) w stosunku do leżącej na ziemi zabawki, ten sam pies może z kolei wykazywać zachowania afiliacyjne (poddańcze) w interakcji z innym psem w stosunku do innej zabawki.

Wedel grozi Poli zbliżającej się do niego (jego patyka), demonstrując jej w ten sposób, że patyk należy do niego.

Z tzw. dominacją silnie związane jest pojęcie hierarchii. Mamy osobnika A, który jest wyżej w hierarchii od osobnika B, który z kolei jest wyżej w hierarchii od osobnika C itd. Tylko tutaj mamy jeden poważny problem… Hierarchia w naturze (tzn. w warunkach niekontrolowanych przez człowieka) ma jeden główny cel: określenie „zasad reprodukcyjnych”. Mam tu na myśli ograniczenie dostępu do reprodukcji w grupie społecznej. Gdy zwierzęta żyją w jakimś tam stadzie, zwykle tylko część osobników może swobodnie prokreować. Mówi się wtedy często o parze rozrodczej. Para rozrodcza to zazwyczaj dwoje dojrzałych osobników o dobrych genach, które dają początek nowemu pokoleniu o dobrych genach. W sytuacji, w jakiej znajduje się pies w rodzinie ludzkiej, trudno mówić zatem o hierarchii dominacji. Czy bowiem pies rywalizuje z nami o dostęp do prokreacji? To brzmi niedorzecznie… Pies jest w dość niecodziennej sytuacji, bo o doborze jego partnera do rozrodu decyduje człowiek (albo załatwia ten „problem” raz na zawsze poprzez kastrację lub sterylizację). Tutaj jednak bardzo ważne jest, by podkreślić, że zachowania demonstracyjne (mające na celu zademonstrowanie własnej siły) są jak najbardziej NATURALNE dla psa (jak i dla innych gatunków zwierząt, także nas). Zabronić psu wykazywać zachowania z tej części repertuaru psiego behawioru to jak zakazać człowiekowi mówić „nie” i walczyć o swoje. Nie róbmy z psa bezwładnej marionetki, puchatej maskotki. To najgorsze, co możemy uczynić…

A teraz spójrz jeszcze raz na tego psa, który grzeje Ci stopy i jeszcze raz pomyśl o nim jak o gatunku, po prostu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *