Spacer czy trening? A może jedno i drugie?

Wstajesz rano. Pierwsze co widzisz, to wyczekujące oczy Twojego psa wpatrujące się w Ciebie intensywnie i z niecierpliwością czekające na poranny spacer. Zaraz potem pojawia się łapa. Bezceremonialnie ląduje na Twojej twarzy i pozostawia na niej zapach psiej nocy. Znasz to? Nie? Ja też nie znałam do czasu aż przybyło mi psów. Jeszcze kilka miesięcy temu było:

Wstajesz rano. Pierwsze co widzisz to futro Twojego psa zalegające we wgłębieniu w pościeli. Otwiera jedno oko, zerka na Ciebie i wiesz, że prosi: „jeszcze chwileczkę”.

Jakkolwiek by Wasz poranek nie wyglądał, w końcu ubierasz się i wychodzisz ze swoim psem na poranny spacer. Zanim to robisz, chwytasz psie zabawki, garść psich smakołyków wrzucasz do kieszeni, łapiesz woreczki na psie qpy i smycz. A może wolisz wersję light? Tylko woreczki i smycz? No właśnie. Czy idąc na spacer z psem nastawiasz się na trening, czy tylko na spacerowanie?

Nie raz słyszałam opinię, że życie z psem to ciągły trening

– w końcu to czego uczymy go na sesji treningowej nie kończy się wraz z wyjściem z placu.

Myślę sobie, że to wszystko zależy od punktu widzenia, od naszego podejścia do życia z psem i nabywanych przez niego doświadczeń. Czy rozpatrujemy je jako elementy treningu i każde zachowanie odnosimy do teorii uczenia? Czy może postrzegamy psa i jego życie z nami bardziej z etologicznego punktu widzenia? Rozpatrujemy wszystko z punktu widzenia jedynie zachowań, czy bierzemy pod uwagę przede wszystkim emocje?

Jeżeli do życia z psem podchodzisz jak do nieprzerwanego treningu, zapewne na spacer zabierzesz zabawkę lub jedzenie – w końcu zawsze może nadarzyć się okazja do wzmocnienia jakiegoś zachowania, może też niezbędne okaże się przeciwwarunkowanie lub zacienienie jakiegoś bodźca. Jeśli zdajesz sobie sprawę z różnorodności wzmocnień w środowisku i ich wpływu na zachowania i emocje psa, wykorzystasz prawdopodobnie nagrody funkcjonalne i środowiskowe, w tym sięgniesz może po strategie radzenia, które zinterpretujesz jako wzmocnienie najwyższej rangi.

I tutaj już powoli odchodzimy w zasadzie od czysto treningowego podejścia do życia z psem, bowiem wchodzą nam elementy oparte na relacji, czyli zaufaniu i wspieraniu. Od tego jeszcze kawałek do, że je tak nazwę, narzędzi interpretowanych często jako sprzeczne z teorią uczenia. No tak, jeśli bierzemy pod uwagę tylko zachowania to owszem, mogą zdawać się sprzeczne. Narzędzia, o których mowa to wybór i akceptacja.

Dajesz psu wybór, żeby czuł się bezpiecznie (uwaga, musi być na to mentalnie gotowy!) i akceptujesz jego psie zachowania. Stwarza to sytuacje, w których przestajesz mieć całkowitą kontrolę nad zachowaniem psa i przyzwalasz na cały szereg losowych wzmocnień. Ścieżki psich doświadczeń stają się niewiarygodnie zawiłe. Jednocześnie jednak bardzo często doprowadzasz dzięki temu do sytuacji, w której Twój pies jest mniej życiowo sfrustrowany no i, cóż tu owijać w bawełnę, bardziej psi. Mało to fachowe sformułowanie, ale mam nadzieję, że czujecie o co mi chodzi. Ano o to, że pies czasem szczeknie, czasem warknie, czasem nie przyjdzie na zawołanie. I nie każda taka sytuacja sprawi, że cały plan treningowy rozsypie się w drobny mak. Chociaż jednak może – bo wszystko zależy od tego, co jest Twoim celem w tym treningu: czy chcesz, by Twój pies był zrównoważonym, bogatym w umiejętności społeczne, socjalnym i samodzielnym zwierzęciem, czy takim, które reaguje tylko na to, na co może / ma przyzwolenie reagować.

Jako przykład nasuwa mi się sytuacja sprzed jakichś trzech lat: jestem sobie z Wedlem na spacerze w miejskim parku (mieszkaliśmy jeszcze wtedy w jednej z polskich metropolii). Spotykamy paru znajomych z paroma psami. Moja asertywność, wtedy jeszcze nawet nie zasiana, przyzwala na wspólny spacer, no bo przecież jak tu im odmówić – nie ważne, że Wedel myśli na ten temat, co myśli… Wśród towarzystwa jest młoda suka owczarka niemieckiego, która na samym wstępie dała mi znać, że średnio jej leży obecność moja i Wedla na tym samym arze terenu, na którym znajduje się jej pańcia. Ale nic to, spacerujemy. Suka cały czas kontroluje Wedla trzymając go z dala ode mnie i pozostałych. W pewnym momencie Wedel znika z mojego pola widzenia, więc go wołam. Nic. Wołam drugi raz. Nic. Trzeci. Zauważam, że człapie między drzewami w odległości kilkudziesięciu metrów ode mnie i wygląda jakby udawał, że mnie nie słyszy. Więcej nie wołam. W końcu moja asertywność zaczyna kwitnąć: dziękuję za wspólny spacer i idę do Wedla.

Z puntu widzenia teorii uczenia skoncentrowanej jedynie na zachowaniach moje postępowanie powoduje brak konsekwencji w postępowaniu i rozwala nam przywołanie. Z punktu widzenia etologa i osoby skoncentrowanej na emocjach moje postępowanie wręcz wzmocniło nam przywołanie. Wedel nie przybiegł do mnie ze względu na sukę, która wciąż mówiła mu mniej więcej: „Podejdź, a zginiesz”.

Z pierwszego punktu widzenia wymagamy bezwarunkowego posłuszeństwa – przyjścia na wołanie. To jest cel. Z drugiego punktu widzenia nie wymagamy, a budujemy zaufanie do nas pogłębiając komunikację między psem a człowiekiem. To też jest cel. Idąc do Wedla uczę go, że słucham, co do mnie mówi.

Mała uwaga na koniec historii: nie stosujcie tego w domu 😉 Nie spacerujcie z innymi psami, jeśli Wasz pies tego nie chce. Każdy uczy się na własnych błędach, a nasze psy mają przez to często przekichane. Ale najważniejsze, że jest coraz lepiej 🙂

No i tak, zaczęliśmy od „życia treningowego”, a przechodzimy do „życia spacerowego” – gdy idąc na spacer z psem nie bierzesz całego zestawu narzędzi do nagradzania, ale te, które stanowią dla Twojego psa strategie radzenia i takie, które mają być dla niego po prostu formą zabawy i poprawiacza nastroju (nie są traktowane jako nagroda za zrobienie czegoś). Sam spacer z kolei rozpatrujesz nie jako trening, ale jako wspólne doświadczanie środowiska i siebie nawzajem – niejako element historii Waszej relacji.

* pisząc o treningu z psem mam tu na myśli trening posłuszeństwa lub skupiony na rozwiązaniu konkretnej sytuacji problemowej, nie zaś trening będący sam w sobie formą zabawy z psem (hobbystyczne uprawianie formy aktywności, np. obedience czy dogfrisbee)

A gdzie Ty plasujesz się ze swoim psem?

Raczej po stronie treningów, czy bardziej spacerów?

 

Dodaj komentarz