Strategia przetrwania – życie w lesie z psem o silnym popędzie łowieckim

Strategia przetrwania – życie w lesie z psem o silnym popędzie łowieckim

„Masz psa myśliwskiego i żyjesz z nim w mieście???” – „Masz psa myśliwskiego i żyjesz z nim w lesie???”

Przez baaardzo długi czas częściej zadawałam to pierwsze pytanie. Myślałam sobie: jak to, gość wziął psiaka myśliwskiego, do polowania czy na kanapę – bez znaczenia, i mieszka z nim w mieście? W bloku? Toż psy myśliwskie są urodzone do tego, by żyć w lesie lub na wsi! Potem trafił mi się Wedel…

Wedel nie jest psem rasy myśliwskiej. Chociaż może inaczej, należy do rasy Wedelków – rasy wszechstronnym psów myśliwskich. I tak, ma silnie rozwinięty instynkt łowiecki, tak, ruch w lesie powoduje u niego instynktowną reakcję polegającą na pogoni, przemierza dzikie ostępy ścieżkami, którymi kroczy zwierzyna, wypłasza ptaki z traw i tworzy takie rozkopy w ziemi w poszukiwaniu gryzoni, że cały się w nich chowa. I nie kopie dla funu. Kopie dla zdobyczy, o czym świadczy 90% sukcesu w znalezieniu zamieszkanej norki (na szczęście Pańcia ma całkiem niezły refleks i zdąża przekierować jego uwagę na piłkę lub inną martwą materię, na której może zakończyć łańcuch łowiecki, dzięki czemu gryzonie uchodzą z życiem). Więc tak, Wedel jest psem myśliwskim.

Zresztą, spójrzmy prawdzie w oczy, każdy pies, czy to rasy myśliwskiej, czy w typie, czy kluchowaty kanapowiec lub jakaś rasa brachycefaliczna – one wszystkie są myśliwymi. Różnica polega jedynie na intensywności prezentowanych przez nie zachowań odpowiadających poszczególnym etapom łańcucha łowieckiego. A co się na taki łańcuch składa?

TROPIENIE -> NAMIERZANIE WZROKIEM (WYPATRYWANIE) -> POGOŃ -> CHWYCENIE-UGRYZIENIE -> ZABICIE -> ROZSZARPANIE -> ZJEDZENIE

Twój pies nie jest myśliwym i drapieżnikiem z krwi i kości, tak? Ale szarpać zabawką to się lubi? Albo może gonić za piłeczką? Albo może lubi tropić – chodzić z nosem przy ziemi (lub w górze) za zapachami? I tak dalej, i tak dalej.

Jednak mimo, że każdy pies prezentuje jakieś zachowania (lub predyspozycje do nich) z łańcucha łowieckiego, nie można zaprzeczyć, że rasy myśliwskie lub kundelki, które mają w swej krwi ich domieszkę są w tych zachowaniach bardziej, jakby to ująć, zdeterminowane…

 

A gdy takie psy mieszkają w miastach? Cóż, obecnie nie widzę w tym nic złego. Mają dzięki temu często więcej swobody niż w lesie, albo swoboda ta jest mniej niebezpieczna dla nich i ich otoczenia. Miasto nie oferuje tylu „atrakcji” (nie ma zwierzyny – nie ma polowania). Z drugiej strony zdarza się, że brak bodźców, na które reakcja leży w naturze tych psów powoduje różne problemy behawioralne. Więc to nie zawsze jest tak kolorowo.

A pies o silnie rozwiniętym popędzie w lesie lub na wsi? Przy nieodpowiedzialnym właścicielu to zwykle ogromne zagrożenie dla dzikiej fauny, a w najgorszym przypadku (dla psa) śmierć psa pod kołami samochodu na najbliższej szosie lub zaginięcie, które kończy się często mało przyjemnie.

Złoty środek – jak żyć?

To jest niezbyt trudne pytanie – przede wszystkim odpowiedzialnie. Problem w tym taki tylko, że odpowiedzialność to pojęcie dość subiektywne. Na to, co ja rozumiem przez odpowiedzialność musiałabym poświęcić cały wpis. Obraz tego jako taki nakreślają zasady, jakimi kieruję się żyjąc z Wedlem w lesie.

  1. Kalendarz łowiecki – o dziwo na pierwszym miejscu, ale tak, to jest dla mnie podstawa. Kalendarz łowiecki informuje o tym, w jakim okresie w roku prowadzony jest odstrzał jakich zwierząt. Gdy w danym okresie odbywają się polowania, zawsze staram się dowiedzieć, w jakich rejonach i te obszary omijamy. Tak na wszelki wypadek.
  2. Znajomość zwyczajów i zachowań zwierzyny – to numer dwa. Biorę pod uwagę preferencje siedliskowe każdego gatunku i kiedy przychodzą na świat młode sarny, jelenie i dziki i jak wyglądają ich pierwsze tygodnie życia (młode sarny i jelenie są praktycznie całkowicie bezbronne). W tych okresach chodzimy bezwzględnie na smyczy/lince. Taki sposób kontroli towarzyszy nam też zawsze nocą, o zmierzchu i o świcie, kiedy zwierzyna w lesie jest najbardziej aktywna.
  3. Znajomość terenu – tu przede wszystkim rozmieszczenie dróg i terenów zabudowanych. A po drugie, i w sumie też przede wszystkim, wiedza o występowaniu zwierzyny na danym terenie. Na szczęście gatunki zwierzyny płowej mają określone obszary, na których się poruszają na przestrzeni roku. Jeśli wiem, gdzie można spotkać zwierzynę i o jakiej porze, to staram się omijać te miejsca, gdy jestem z psem. Choćby był na smyczy, to jesteśmy zawsze jakimś niepotrzebnym źródłem niepokoju dla mieszkańców leśnych ostępów.
  4. Szosa = smycz/linka – jeżeli żyjesz z psem o silnym popędzie łowieckim to pamiętaj, że dla psa w gonie jezdnia nigdy nie jest za daleko. Czy więc zawsze należy w związku z tym chodzić z psem na smyczy bez względu na miejsce? Pomijając względy prawne to nie. Kiedy połączyć wszystkie powyższe punkty, to wychodzi, że jednak jezdnia nie wyklucza. My ograniczamy się do smyczy w odległości od około 350 m do jezdni (przy założeniu, że znam teren).

Do tego dochodzą jeszcze warunki pogodowe (przy niektórych Wedel nie wykazuje żadnych chęci poruszania się szybciej niż stępem, jeśli już w ogóle musi) oraz kwestia stanu emocjonalnego Wedla (i mojego). Im bardziej jest rozemocjonowany, tym pewniej spacer przeprowadzimy na lince. I to wszystko, chciałoby się rzec. Jednak to dopiero początek… Ogromną rolę w życiu z psem w lesie (prawda jest taka, że gdziekolwiek) pełni relacja, jaka Was łączy oraz przywołanie.

Bądź moim towarzyszem w łowach – niezbędne ćwiczenia i umiejętności psa (i właściciela)

Poza tym, co może ogarnąć przewodnik, swoje trzy grosze musi dołożyć jeszcze pies. Co robić, by spacer z psem o silnym popędzie łowieckim był przyjemny dla obu stron, bezpieczny dla psa i zwierzyny, a jednocześnie (i przede wszystkim) pozwalał psu na swobodę i po prostu bycie psem? Może to dziwnie zabrzmi, ale wystarczy polować z nim…

  1. Podążanie społeczne – niezbędne, byście na spacerach byli razem – Ty i Twój Pies. Takie podążanie rozumiem przez wspólne spacerowanie polegające na tym, że Ty uczestniczysz w aktywnościach psa, a pies w Twoich. Bez przymusu, ale z własnej woli. Tymi aktywnościami może być kopanie, bieganie, zabawa zabawką, tropienie, szukanie zagubionego przedmiotu, smaczków, odpoczywanie i inne. Jeżeli Twój pies nie zwraca na Ciebie uwagi na spacerze, proponuję zacząć od tego, żebyś to Ty zaczął zwracać uwagę na niego. Potem już pójdzie z górki.
  2. A propos zabawy w znajdowanie różnych rzeczy: to jest świetny sposób, by pokazać psu, że potrafisz znaleźć w lesie coś super. Wtedy stajesz się członkiem grupy, za którym WARTO podążać.
  3. Przywołanie – w zasadzie PRZYWOŁANIE. Na to jest tylko jeden sposób: ĆWICZ, ĆWICZ i jeszcze raz ĆWICZ. Na różne sposoby, ale zawsze tak, by psu sprawiało frajdę przychodzenie do Ciebie i przebywanie z Tobą, żeby czuł się w przywołaniu bezpiecznie i żeby czuł się bezpiecznie z Tobą.
  4. No i całe to wspólne polowanie – na spacerze często wyszukuję jakieś wyglądające dla mnie na świeże kopce kretów lub tropy zwierzyny i wskazuję je Wedlowi (w przypadku zwierzyny, w kontrolowanych warunkach, tzn. na lince). I razem podążamy za zapachem. Świetny sposób na wspólną aktywność i dodaje Ci plus 200 do atrakcyjności i decyzyjności.

 

Tak w skrócie wygląda odpowiedzialne (według mnie) życie z psem popędliwym w lesie. I na koniec: do czegokolwiek ze swoim psem chcesz dojść, pierwszym krokiem jest stworzenie z nim więzi, takiej relacji, w której pies będzie Ci ufał i będzie chciał z Tobą być. A wtedy? Wtedy możecie sobie hasać do woli po lasach i łąkach. Jeśli znacie ten teren. I jeśli orientujecie się czy w okolicy nie ma polowań. I czy zwierzyna nie ma właśnie młodych. I czy gdzieś blisko nie ma jezdni. I czy… Yyy, to chyba wszystko 🙂

2 thoughts on “Strategia przetrwania – życie w lesie z psem o silnym popędzie łowieckim

  1. Super Ola! Jak zawsze świetne zrozumienie natury psów. Zawsze mi się wydawało, że u nas to Codiś jest „psem myśliwskim”, to on biegał ” za sarenkami” od szczeniaka, głuchy na moje wołanie ( chociaż ” normalnie” na przywołanie przychodzi bez problemu), a tu niespodzianka….. Na ostatnich spacerach Abi co prawda nie biega za zwierzyną, ale kopie takie doły, że hohoho . I szuka ofiary , czyli chyba myszek, bo kilka razy udało jej się dokopać chyba do gniazda ( wykopała jakieś suche trawy i sierść). Mało tego …. warczy przy tym jak bardzo grrrroźny pies 🙂

    1. Takie krwiożercze bestie, te nasze psy 😀
      A wiesz, że Wedel też dopiero ostatnio (od wiosny mniej więcej) zaczął szukać myszek? Zastanawiam się czy to nie jest jakiś rok, w którym populacja gryzoni skoczyła do góry i ich teraz po prostu dużo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *