Wzloty i upadki psiego człowieka – o asertywności, stalowych nerwach i anielskiej cierpliwości

Chyba nic na świecie nie jest tak rozwijające jak życie z psem. Pies uczy Cię odpowiedzialności, systematyczności, utrzymywania porządku (którego najważniejszą zasadą jest: „trzymaj wartościowe rzeczy poza zasięgiem psa”). Pokazuje jak niewielkie znaczenie mają rzeczy materialne i ich cena (właśnie kupiłeś psu nowy, lśniący, pachnący dolarami szarpaczek z gęstego futerka owcy szkockiej czarnogłowej, a Twój pies przychodzi do Ciebie ze starą, dziurawą, pachnącą Twoimi wspomnieniami katorżniczej wędrówki górskiej skarpetą z wyrazem oczu wskazującym na absurdalnie nieproporcjonalną do wartości tej skarpety miłość do niej). Uczy życia tu i teraz (zwłaszcza, gdy budzi Cię o 2 w nocy z koniecznie-teraz-już potrzebą wyjścia, bo okazuje się, że kolacja była średnio strawna). Pies także rozwija w nas niezwykłą uważność wykraczającą poza możliwości percepcji zwykłego człowieka (zwykły człowiek to z definicji istota ludzka, której losy nie splotły się z psem na dłużej niż przelotne, pełne dystansu ale jednocześnie nieskrywanej ciekawości spojrzenie na spacerze). Dzięki tej uważności dostrzegasz na spacerze nawet mikroskopijnych rozmiarów okruszki chleba, a ruch kota wyczuwasz niemal telepatycznie z odległości siedmiuset metrów.

Ten bogaty świat doznań zmysłowo-fizyczno-psychicznych jaki funduje Ci pies, z roku na rok rozwija w Tobie pewne umiejętności nadprzyrodzone, dzięki którym żadna stresująca sytuacja nie jest już stresująca, dzięki którym nikt Cię nie zaskoczy, bo to Ty zaskakujesz pierwszy i dzięki którym potrafisz rozmawiać z innym gatunkiem (w zasadzie mówić do niego, bo inna sprawa, czy ten gatunek rozumie, co do niego mówisz…).

Pozostawiając ten żartobliwy ton nieco z boku, między stronicami księgi psiego człowieka nadprzyrodzonego, przejdźmy do innego tomiszcza: „O psim człowieku marnotrawnym”. Bo prawda jest taka, że życie z niejednym psem jest dla jego człowieka tyleż przyjemne, co piekielnie trudne. I tak naprawdę we wspólnym życiu pies obdarza nas wyjątkowym darem – jeśli tylko zatrzymamy się na chwilę, by go dostrzec. Uczy nas samych siebie najlepiej. Pies widzi nasze gesty, mimikę, ruchy, odruchy. Poza tym czuje nasz zapach, co nie tylko pozwala mu odróżnić Ciebie od Twojego brata, siostry, męża, żony, dziecka czy znajomych, ale zdejmuje z nas w jego oczach wszystkie maski, jakie nakładamy na siebie w relacjach z ludźmi (albo z psami). Pies wie, że się cieszymy, stresujemy, denerwujemy, że kogoś nie lubimy, albo kochamy, że wstydzimy się lub coś nas boli i w związku z tym odczuwamy psychiczny dyskomfort – zdradza nas nasz zapach. W moim odczuciu to właśnie przez te możliwości psa do „wchodzenia w nasze życie osobiste”, życie z psem zachęca do przyjrzenia się z bliska własnym emocjom. I choć to czasem niełatwe, bo okazują się pewne kwiatki, zawsze warto poznać siebie lepiej. Co dzięki temu zyskujesz? Świadomość swojego ciała, świadomość swoich reakcji, świadomość granicy Twojej pobudliwości, strategie radzenia sobie w różnych sytuacjach. Dowiadujesz się, co Cię stresuje. Zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, jak wtedy reagujesz. I często na tym etapie okazuje się, że to co się dzieje w różnych sytuacjach z Twoim psem, wydarza się, ponieważ to samo dzieje się z Tobą.

Uświadomienie sobie pewnych rzeczy czasem jest trudne, gdy na przykład orientujesz się, że nieco nie ogarniasz życia i siebie w nim, że pewne błahe rzeczy Cię przerażają, co powoduje napięcie sylwetki i oczywiście odpowiednie zmiany w gospodarce neuro-hormonalnej. I jak tu teraz żyć?

Ano żyć dalej, tylko z tą świadomością. I nie okładać się zanadto batogami, gdy coś nie wyjdzie. A nie wyjść może wiele, ponieważ ta gra dotyczy Twoich emocji, nad którymi, jak dobrze wiadomo, trudno zapanować. I nie pomagają tutaj niestety oczekiwania, jakie społeczeństwo stawia psom, a przez to i ich opiekunom (a może zwłaszcza tym drugim).

Z rzeczy, których nauczyły i uczą mnie moje psy, chyba największe różnice między tym co przed, a tym co teraz nastąpiły w wyniku rozwijania przeze mnie swojej:

  • asertywności (dlaczego to nie jest łatwiejsze?)
  • cierpliwości
  • świadomości emocji (jako pierwszego kroku do kontrolowania ich).

A jak asertywność

I jak agrest – zjadłabym agrest…

Asertywność to życie w zgodzie ze sobą. Brzmi dość prosto, łatwo i gładko, ale wcale takie nie jest. Aby żyć w zgodzie ze sobą, najpierw musisz w zasadzie poznać siebie – jakie masz wartości, jaki tak naprawdę stosunek do różnych sytuacji spotykających Cię w życiu, co jest dla Ciebie najważniejsze, co ważne, a co jesteś w stanie poddać dyskusji i może nawet dojść do kompromisów.

Asertywny psi człowiek może mieć często przechlapane w kontaktach z ludźmi nie-psimi. Mało tego, między psimi ludźmi może także być licho, bo i tu pojawiają się różne wartości. I nie chodzi o to, że czyjeś są ważniejsze lub bardziej prawidłowe od innych. Nie chodzi o to, że moje pozwalanie moim psom skakać na mnie jest czymś bardziej prawidłowym, niż nieskakanie. Chodzi o to, że oboje mamy prawo do tego, żeby żyć według naszych zasad, póki innym, w tym psom, nie dzieje się z tego powodu krzywda.

C jak cierpliwość

Albo jak ciasto potrójnie czekoladowe…

Z rozmów z moimi klientami, ale też znajomymi wiem, że bycie cierpliwym potrafi być naprawdę trudne, wręcz znacznie wykraczać poza strefę komfortu niektórych osób. Mam takie szczęście, że z natury jestem człowiekiem cierpliwym (dziękuję Ci tato za te godziny w lesie spędzone na obserwowaniu przyrody). Tak przynajmniej myślałam, póki w moim życiu nie pojawił się Wedel, a po nim cała laserowa wiązka psiego światła bogatego w odcienie reaktywności, lęków i konfliktów. I wtedy okazało się, że cierpliwości to ja się dopiero uczę.

Z cierpliwością wiąże się w zasadzie przekształcenie nieco swojego światopoglądu i przewartościowanie swojego życia. Co jest dla Ciebie ważne? W tym momencie? Czy to może poczekać? Dlaczego nie może? Dlaczego na czymś Ci zależy? Jak to wpływa na Twojego psa? Jak to wpływa na Ciebie? I tak dalej, i tak dalej. Krótko mówiąc, droga przez usianą ostami łąkę, na której gdzieniegdzie dojrzeć można fiołka. Z czasem tych fiołków jest coraz więcej, aż w końcu masz wrażenie, że te fiołki to Ty w zasadzie już w głowie masz i uszami Ci one wychodzą. Takie uczucie towarzyszy mi niemal zawsze po wizycie w schronisku dla psów, gdzie czas, cierpliwość, zrozumienie i opanowanie są szczególnie ważne. Kiedy przez kilka godzin funkcjonujesz w zwolnionym tempie, zastanawiasz się nad każdą swoją decyzją i jej konsekwencjami i jednocześnie dostosowujesz niemal swoje tętno do tętna psa (jest i tym samym jakże romantyczny opis świadomych spacerów!), uwierz mi, że czujesz fiołki wychodzące Ci uszami – najlepszy rozładowywacz napięcia i negatywnych emocji jaki znam.

By dojść do poziomu master w cierpliwości, kluczowe jest zdać sobie sprawę z tego, że błędy jakie popełnia Twój pies nie są jego błędami, lecz Twoimi. I zaraz po tym, gdy zdasz sobie z tego sprawę, szybciutko, bez zbędnego użalania się nad sobą, wyciągnij z tego naukę dla siebie, skup się na swoim zachowaniu w danej sytuacji i działaj dalej – bogatszy o nową wiedzę o sobie.

E jak emocje

Przychodzą mi na myśl tylko eklerki, ale ich nie lubię…

Których jesteś więźniem, choćbyś nie wiem jak się starał (emocji, nie eklerków). Pierwsze co możesz tutaj zrobić to zacząć je dostrzegać i winą za nie nie obarczać świata. W zasadzie nie obarczać nikogo – siebie też. Zaakceptuj swoją emocjonalność, a gdy zaczniesz zdawać sobie z niej sprawę, naprawdę łatwiej będzie Ci nad tymi emocjami panować. Chodzi o to bowiem, żeby emocje i myślenie o nich zacząć rozpatrywać w płaszczyźnie bardziej analitycznej. Analizuj emocje, a przestaniesz się emocjonować – mówiąc krótko. To oczywiście nie jest proste i prawdopodobnie nie będzie tak, że raz dwa przestaniesz denerwować się na swojego psa, który po raz kolejny pociągnął Cię pod koła pędzącego z prędkością światła traktora. Ale spróbuj zastanowić się, dlaczego Twój pies to robi. Może sytuacja go przerasta – panicznie boi się hałasu wydawanego przez jadącą maszynę? Może ma niezaspokojone pewne popędy? Może zwyczajnie nie został nauczony jak zachowywać się w takiej sytuacji albo jak kontrolować swoje emocje? Nie ma strategii radzenia sobie w takiej sytuacji? Może dodatkowo Ty nieświadomie wprowadziłeś go w tę sytuację? Czy wciąż zatem powinieneś obarczać go winą za takie zachowanie? Czy jest tu w ogóle czyjaś wina? I po takich pytaniach możliwe, że Twoje emocje się zmienią. A po co mają się zmienić, zapytasz? Dla Twojego psa. I dla Ciebie.

Oczywiste jest, że nie każdy dzień z psem mieni się barwami tęczy. Tak jak Twój pies ma prawo do gorszego dnia (co podkreślam, gdy tylko mogę) tak i Ty masz do tego prawo. Nie jesteś robotem. Twoje zachowania, decyzje wynikają z Twoich emocji – tak jak zachowania i decyzje psa. Tak jak Twój pies czasem (rzadziej lub częściej) traci nad sobą kontrolę, tak i Ty ją nad sobą tracisz. I tak będzie. Bo tak już jest z tymi naszymi genialnymi konstrukcjami zwanymi organizmami. Nie oznacza to jednak, że mamy spocząć na laurach zakładając, że eh, i tak te emocje, więc w zasadzie nie ma sensu nic z tym robić. Po to Ci właśnie świadomość siebie. Zwróć uwagę jak wiele opanowania wymagamy od swoich psów. Potrafisz te wymagania nałożyć na siebie?

Dodaj komentarz