…Żeby cię lepiej słyszeć

…Żeby cię lepiej słyszeć

Dziś na tablicę trafił słuch, zaraz po węchu najlepiej rozwinięty zmysł psa domowego.

Słuch

Akapity obiektywności

Wyobraź sobie, że jesteś w środku lasu w trakcie pochmurnej, bezksiężycowej nocy. Otacza Cię nieprzenikniona ciemność, gęsta i ciężka, wręcz wciskająca się w gałki oczne. Nie widzisz czubka własnego nosa i nie potrafisz określić się w przestrzeni. Trudno Ci utrzymać równowagę. Ręką wyczuwasz pień drzewa i opierasz się o niego plecami. Jedyny zmysł, którym możesz w pewnym sensie dostrzegać otoczenie jest, zważywszy na nasz słaby węch, słuch. Słyszysz szum gałęzi na wietrze, psy szczekające z niedalekiej wsi, żerującą nieopodal watahę dzików i pohukującą sowę. Do tego dochodzą jeszcze dźwięki kropel deszczu spadających na zalegające na ziemi liście i bliżej nieokreślone inne odgłosy lasu. Ze względu na to, że nie możesz nic zobaczyć, Twój słuch jest wyostrzony i reaguje na najsłabszy szmer. Obracasz głowę dookoła, by określić kierunek, z którego dochodzą poszczególne dźwięki. Słyszysz, jak dziki omijają Cię powoli szerokim łukiem, kierując się w prawo. Zaraz Twych uszu dojdzie odgłos wody chlupoczącej pod ich nogami i szelest trzcin, gdy będą przekraczać podmokłą łąkę. Puszczyk przeleciał na bliższe drzewo, a wiatr nasilił się. Obok Ciebie, po lewej stronie opadło na ziemię kilka martwych liści. Mniej więcej taką scenerię widzę (a w zasadzie słyszę) zawsze, gdy staram się wyobrazić sobie, jak słyszą psy…

Psy słyszą świat inaczej niż my, ludzie. Przyczyniła się do tego oczywiście ewolucja i potrzeba przystosowania się do warunków życia (unikanie drapieżników, komunikacja, polowanie). Przeżycie psa, jako gatunku drapieżnego, jest (a może raczej było) uzależnione od sukcesu polowania. Na ten sukces z kolei składała się przede wszystkim zdolność do pochwycenia ofiary. Celowo użyłam słowa pochwycenia, mimo że na klawiaturę cisnęło mi się określenie „tropienia”. Jednak nie tylko tropienie prowadziło do zakończenia polowania z sukcesem. Ofiarę czasem warto było także słyszeć. A do tego bardzo przydawało się kilka cech charakterystycznych dla gatunków zwierząt drapieżnych, w tym psa jako takiego. Nasze psy współcześnie towarzyszące człowiekowi zachowały zdolności i cechy niezbędne im w czasach, gdy jeszcze o ich przeżyciu decydował sukces polowania. Przede wszystkim psy słyszą dźwięki o nieco innej częstotliwości, niż my. Człowiek słyszy dźwięki w zakresie częstotliwości 31 – 17600 Hz. Dla porównania przeciętny pies jest w stanie usłyszeć dźwięki w zakresie 41 – 44000 Hz. Tak więc słabiej słyszy dźwięki niskie, natomiast jest wyspecjalizowany w odbieraniu sygnałów dźwiękowych o dużo wyższym natężeniu (tzw. ultradźwięków). Powód jest prosty: wysokie dźwięki wydają ofiary. Przykładu nie trzeba szukać daleko. Jeśli ktoś z Was żyje z psem, który bez opamiętania oddaje się przyjemności kopania, mieliście zapewne okazję obserwować, jak w przerwach w brudnej robocie kręci głową na boki, jakby miał w uszach anteny. W pewnym sensie tak jest rzeczywiście: anteny te wychwytują piski gryzoni spod ziemi niesłyszalne dla naszego ucha. Takie obracanie głowy na boki ma pewien cel, mianowicie określenie lokalizacji źródła dźwięku. By zlokalizować źródło dźwięku niezbędna jest różnica w czasie, w którym dźwięk dociera do jednego i drugiego ucha. Aby tę różnicę osiągnąć, psy ustawiają głowę w stosunku do źródła dźwięku w określony sposób. I tu ciekawostka! Im większa różnica w momencie dotarcia fali dźwiękowych do jednego i drugiego ucha, tym lepsze, dokładniejsze zlokalizowanie źródła dźwięku. Różnica ta jest tym większa, im uszy są bardziej od siebie oddalone. Oznacza to, że psy z większą (szerszą) głową potrafią określić źródło dźwięku z większą dokładnością, niż ich pobratymcy o wąskiej głowie. Badania naukowe wskazują jednak, że różnice w wielkości głowy czworonogów nie wpływają istotnie na różnice w zdolności do zlokalizowania źródła dźwięku.

W określeniu, skąd dochodzą na przykład piski myszy ukrytej pod ziemią, psom pomagają także mięśnie w liczbie osiemnastu. Dzięki nim psy mogą się poszczycić naprawdę zaskakującą gibkością i zmiennością ułożenia małżowin usznych. Dzięki temu mogą skierować wnętrze małżowiny zbierającej fale dźwiękowe w określonym kierunku i tym sposobem zebrać więcej dźwięku z danego obszaru. Możesz osiągnąć podobny rezultat, gdy obejmiesz swoje małżowiny uszne dłońmi, zwiększając w ten sposób ich powierzchnię i obracając głowę w różnych kierunkach. Łatwo dostrzec wtedy różnicę w jakości dźwięku docierającego do ucha z kierunku, w którym jesteś zwrócony, w porównaniu z obszarami za Tobą.

Istotny jest również kształt małżowin usznych. Psy które mają uszy stojące słyszą lepiej, niż psy z oklapłymi uszami. Z kolei ciężkie, oklapnięte uszy, które występują przede wszystkim u psów ras myśliwskich, pomagają w zbieraniu dźwięku przy samej ziemi, a dodatkowo poruszają i zbierają w kierunku nosa cząsteczki zapachu – ale o tym przy innej okazji.

Dzięki niezwykłej czułości słuchu psy dodatkowo słyszą „głośniej” niż my (średnio około czterokrotnie) i są w stanie wychwytywać nawet drobne różnice w dźwiękach, które dla nas wydają się niemal identyczne. Przykładem może być zdolność psów do odróżniania dźwięku silnika samochodu jego opiekuna od innych samochodów, czy kroków domowników na klatce schodowej od kroków obcych czy innych mieszkańców bloku.

Akapity subiektywności

Podsumowując to wszystko, nic dziwnego, że psy wykazują zachowania stresowe, lękowe, a nawet fobie w reakcji na głośne, nagłe dźwięki, np. wystrzały fajerwerków. Mam ogromną nadzieję, że zrozumienie tych niezwykłych zwierząt, ich sposobu postrzegania świata przyczyni się do osiągnięcia jakiegoś kompromisu w pewnych kwestiach. Dla niektórych jedynym rozwiązaniem jest ucieczka na okres sylwestrowy i okołosylwestrowy w „dzicz”, gdzie żaden dźwięk i błysk petardy nie dotrze. Mam w pewnym sensie szczęście żyć z psem, którego reakcja na fajerwerki nie jest silnie lękowa i wystarcza nam zagłuszające odgłosy z zewnątrz radio, dobre gryzaki i bycie ze sobą. W zasadzie to Wedel ma szczęście, że dźwięki te nie budzą w nim silnego lęku, a moje szczęście wynika co najwyżej z tego, że nie martwię się o jego stan emocjonalny w tym czasie tak, jak zapewne martwiłabym się, gdyby silny lęk rzeczywiście występował… Poza tym sądzę, że przede wszystkim pomaga mieszkanie w lesie, gdzie niewiele dwunożnych istot o czterech i więcej poziomach intencjonalności.

A poniżej filmik – urywek z polowania Wedla na gryzonie (bez obawy, wszystkie uszły z życiem bez uszczerbku na zdrowiu, przynajmniej z mojego punktu widzenia).

Taka oto interpretacja mi się nasuwa: podczas wyszukiwania gryzoni Wedel posługuje się głównie węchem, jednak są liczne momenty (te, w których przystaje w bezruchu lub nerwowo się rusza), kiedy nasłuchuje dźwięków spod ziemi i spod roślinności. Wtedy ma w miarę możliwości uniesione uszy, w tym jedno wywrócone małżowiną na wierzch, choć przypuszczam, że to czysty przypadek 😉 Jest też energiczne i dość nerwowe machanie ogonem, które pojawia się blisko źródła zapachu oraz charakterystyczne tupanie, które pojawiło się u Wedla całkiem niedawno. Może ma na celu wypłoszenie gryzoni spod ziemi lub po prostu spowodowanie ich ruchu? To wszystko przy napiętej sylwetce i ograniczeniu ruchów do minimum. Taki mały cud natury, niczym budzący się w psie lis 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *